Area D


#1

Historia rozgrywa się po nagłym pojawieniu się wśród ludzi wyjątkowych zdolności za sprawą wybuchu gwiazdy i powstania supernowej. Części z nich zmienił się nawet wygląd. Większość osób nie potrafiła kontrolować swoich zdolności przez co zginęło wiele osób. Aby poradzić sobie z tak zwanymi „Przemienionymi”, została stworzona specjalna, odosobniona, więzienna wyspa zwana „Area D”.

Moje przemyślenia na temat mangi:

[spoiler] Zainteresowałem się tym tytułem bo spodobała mi się tematyka czyli tzw. mutanci znani z komiksów amerykańskich w realiach mangi.
Poza tym jest wielkim fanem serialu “Herosi” a skoro główny bohater w tej mandze ma podobną zdolność co główny bohater serialu, więc musiałem to zobaczyć.

Od story wizualne manga jest bardzo dobra. Zresztą niema co się dziwić w końcu jest ona tworzona przez kogoś kto nie jest nowicjuszem i ma już na sowim koncie kilka tytułów.
Sceny walki bardzo mi się podobają i z chęcią zobaczył bym je w telewizorze.

Jeśli chodzi o fabułę to za bardzo nie powala ale z drugie czego można wymagać od historii która skupia się na ludziach o super mocach.
Wybór super mocy dla bohaterów mangi jest ciekawy i dość oryginalny jak na tego typu tematykę.
Oczywiście skośnoocy nie byli by sobą jakby nie dodali swoich ulubionych potworów.
Dzięki temu można poczuć dlaczego zwykli ludzie tak bardzo boją się “przemienionych” a za super zdolności ponosi się jakąś cenę.
Niestety paczka bohaterów tego anime to sami normalnie wyglądający ludzie.
Trochę szkoda bo historie takiego brzydala na pewno fajniej by się czytało niż historie tzw. pięknisiów.

Historia zaczyna się standardowo czyli od poznania jakiego dzieciaka który nie panuje nad swoją zdolnością i zostaje tak jak wszyscy “przemienieni” zesłany na tajemnicą wyspę.
Na szczęście ów dzieciak jest głównym bohaterem tylko przez kilka pierwszych rozdziałów i szybko ustępuje swojego miejsca innej postaci.
Można powiedzieć że głównym zadaniem “Satoru Idy” jako głównego bohatera było użycie swojej zdolności by uwolnić “Jina Kazaragiego” który ma go zastąpić na stanowisku.
Pierwszy raz czytam mangę w której postać zostaje zdegradowana z główny bohater do postaci trzecioligowej.
Co ciekawe postać numer dwa czyli “Kaito Yuuki” cały czas taką postacią pozostaje więc najpierw towarzyszy “Santoru” a potem “Kazaragiemu”.
“Kaito Yuuki” to drużynowy śmieszek wiec na pewno przypadnie wielu osobą do gustu.
Oczywiście w mandze jest jeszcze kilku ciekawych drugoplanowych postaci ale nie chce już się o tym rozpisywać.

Manga jest trochę dziwnie poprowadzona widać że zmienia się pod naciskiem wydawcy.
Na początku jest wszystko Ok bo zagłębiamy historie i poznajemy kolejne postacie.
Sceny walki nie są zbyt długie, gagów jest tyle ile powiano i ewentualny fan-serwis jest uzasadniony.
Następnie walki robią się coraz dłuższe i ciekawsze oraz robi jest coraz bardziej poważnie.
Niestety coś dziwnego zaczyna się dziać z mangą po pewnej dłużej walce “Jina Kazaragiego” przez kilka rozdziałów.
Wiadomo że czytelnik musi odpocząć po oglądaniu samego bezpardonowego mordobicia i trzeba rozluźnić atmosferę ale to co dostajemy powoduje że człowiek zaczyna się zastanowić czy czyta te samą mangę.
Autor wpadł na dziwny pomysł(albo ktoś mu go podsunął) żeby przez kolejne kilka następnych rozdziałów były prawie same gagi i fan-serwis.
W rezultacie dostajemy przez kilka naście rozdziałów samą bijatykę by potem przez następne kilkanaście same gagi i fan-serwis.
Na szczęście manga po tych rozdziałach wróciła do punktu wyjścia choć z drobną różnicą że fan-serwis który na początku prawie nie istniał stał się dość częsty.
Podsumowując, mangę nadal się dobrze czyta ale już tak bardzo nie wciąga jak na początku.[/spoiler]