Belle Epoque

#1

[quote]Kraków 1908 rok. W związku ze śmiercią matki do miasta po kilkuletniej nieobecności powraca Jan Edigey-Korycki. To niezwykle intrygujący i tajemniczy mężczyzna. Przed laty musiał opuścić Kraków w dramatycznych okolicznościach. Wziął udział w pojedynku, w którym zginął Lucjan - brat jego ukochanej. Jana uznano za mordercę, który haniebnie złamał obowiązujące zasady. Tragiczna śmierć arystokraty zniszczyła także jego związek z Konstancją.
Wracając do Krakowa Edigey-Korycki chce nie tylko pożegnać zmarłą matkę, ale także dowiedzieć się czegoś więcej o jej zabójstwie. Dla tamtejszej policji sprawa jest zamknięta - Aleksandra Edigey-Korycka jest ofiarą lokalnego rabusia. Dlaczego jednak morderca zadał sobie tyle trudu, aby wyciąć na jej twarzy liść palmy? Czy chciał przekazać jakąś wiadomość?
Jej syn dowiaduje się od rodzeństwa Skarżyńskich, że taką roślinę znaleziono także w ciele innej ofiary… Intuicja podpowiada mu, że żadne z tych zabójstw nie było przypadkowe. Czy po Krakowie grasuje seryjny morderca?
Wyjaśnienie tajemniczej śmierci matki staje się dla Jana priorytetem. W rozwiązaniu tej zagadki pomaga mu rodzeństwo Skarzyńskich. Henryk i Weronika to pasjonaci medycyny sądowej, którzy z wielkim zaangażowaniem wprowadzają innowacyjne – jak na ówczesne – czasy metody śledcze.
Czy Jan odnajdzie mordercę matki? Czy spotka swoją dawną miłość Konstancję?[/quote]

Czuję się osobiście zawiedziony. Pierwszy odcinek jest zwyczajnie nudny i bez polotu jak większość produkcji TVN. Akcja ślimaczy się do granic obłędu. To tytuł chyba dla wybitnie cierpliwych i ja do takich chyba raczej nie należę. Przykro mi. Kurtyna.
Piszcie o swoich wrażeniach jeśli chcecie.

#2

Zetsu, jedną z największych bolączek tego serialu jest zbytnie rozdmuchanie naszych oczekiwań. Już od dłuższego czasu byliśmy przecież bombardowani jego reklamą i paplaniną, że oto nadchodzi nowa jakość, najdroższa produkcja TVN, wielki rozmach i kostiumy z samego Londynu. Swoją drogą te stroje pochłonęły chyba największą część budżetu, bo całe otoczenie zostało starannie wyczyszczone byleby nie pobrudzić ciuszków, które trzeba przecież będzie odesłać z powrotem w nienaruszonym stanie. Dosłownie! Zarówno wnętrza jak i ulice są nienagannie czyste, dorożki i wozy konne kursują w tę i nazad ale nie uświadczysz ani jednego bobka. Skoro Kraków wydaje tyle pieniędzy na sprzątaczki i Zakład Oczyszczania Miasta to i nie dziwota, że włodarzy nie stać na ekipę zdolną schwytać szalejącego po okolicy mordercy.
Serial był reklamowany jako kryminał kostiumowy mocno osadzony w realiach epoki, tymczasem już w pierwszej scenie twórcy temu przeczą. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale takiej fryzury nasz protagonista posiadać nie powinien:https://d-pt.ppstatic.pl/k/r/1/06/11/5888cb0f25969_p.jpg?1485441998
Zwłaszcza, że wszyscy dokoła korzystają z usług innego fryzjera. Nie wiem, kto był pierwowzorem. No chyba on:http://1.bp.blogspot.com/-T011BxYdw4Y/Tg3AVbf0OJI/AAAAAAAAA0w/sRaY8BKG4dI/s1600/chewie-Chewbacca1.jpg
Nie jestem też przekonany co do zasady: “Jeżeli coś działo się sto lat temu, albo jeszcze dawniej, to na każdym rogu muszą czyhać nachalne prostytutki”.
A jeśli chodzi o wątek kryminalny to zapomniano o zasadzie, że mordercą musi być ktoś znany od początku. Tutaj winowajcą jest osoba, którą widzimy w ostatnich minutach odcinka. W zasadzie wszystkie wątki, oprócz sprawy pojedynku na samym początku, zostały zamknięte i na upartego serial można by było zakończyć wraz z pierwszym odcinkiem. Paweł Małaszyński nawet sam to sugeruje: odrzuca złożoną mu ofertę, pakuje manatki i rusza przed siebie. Tylko przelotne spojrzenie na dawno utraconą miłość zatrzymuje go na moment, jednak równie dobrze mogliby dołożyć pół minuty i pokazać jak nasz bohatyr obraca się na pięcie i rusza w stronę zachodzącego słońca.
Podobno miał to być serial rodem z zachodnich produkcji. Obawiam się jednak, że twórcy ich nie oglądali. W innym przypadku na pewno zerżnęliby kilka dobrych pomysłów. Albo po prostu nie podejrzewali, że ktokolwiek z widzów oglądał owe “seriale zachodniej produkcji”. Tam pierwsze odcinki są zazwyczaj dłuższe i właśnie nimi twórcy zaczynają z tzw. “grubej rury”. Pomińmy już fakt, że podczas seansu TVN pałował nas reklamami niczym rasowy milicjant. A może po prostu to my, zbytnio przyzwyczajeni do jakości amerykańskich/brytyjskich produkcji, postawiliśmy serialowi poprzeczkę zbyt wysoko? Aż tak złe to to w końcu nie jest. Tak czy siak zamierzam obejrzeć kolejne odcinki.
P.S.
Po tym seansie wzrósł mój szacunek dla Ojca Mateusza. W tym Sandomierzu co tydzień kogoś gwałcą albo mordują a on i tak nie stracił pogody ducha i wiary w człowieka. W sumie to dziwne, że przez te wszystkie lata nikt nie ukradł mu roweru przy tak wysokim wskaźniku przestępczości w mieście.

#3

No cóż mogę powiedzieć. Jedna ulica stanowiła główną lokację i laboratorium stanowiące miejsce schadzek bohaterów. Nie będę się czepiał estetyki (wszechobecna czystość i ani jednego zakurzonego mebla, jakby czekali na test białej rękawiczki u pani Rozenek), bo szkoda czasu. Fatalnie poprowadzona fabuła i gówniana gra aktorska, no i dialogi z dupy wzięte. A i zapomniałem o błyskotliwej dedukcji głównego bohatera. Dramaturgia niektórych scen była zwyczajnie śmieszna.
Też obejrzę kolejny odcinek, tak z ciekawości, najwyżej zmarnuję kolejną godzinę życia.