Cz.1 "Broń Królów"

Rozgrywka startuje. Możecie tworzyć rasy oraz karty postaci. Zaraz po zaakceptowaniu przeze mnie waszej kp, rozpocznę waszą fabułę.

Byters

Nie potrafiąc znaleźć wejścia do miasta skierowałeś się ku leśnej drodze. Udało ci się odnaleźć karczme.

Gdy przekroczyłeś jej próg, twój nos uderzyła gamma najróżniejszych zapachów. Tych dobrych, jak i złych…
Słomiany strop podtrzymywany był przez dwa stęchłe drewniane bele. Pojedyncza lampa olejna oświetlała tą małą chatkę.
W rogu dostrzegłeś trzy harpie. Dwa pozostałe były wolne. Przy barze siedziały dwie malutkie postacie. Jedna całkowicie zakrywała się płaszczem. W drugiej rozpoznałeś myszona.

Podszedłem do karczmiarza i postanowiłem poprosić go o nalanie kufla piwa. - Witam, poproszę o jedno duże piwo. - Następnie zwróciłem się do postaci, w której rozpoznałem Myszona, być może właśnie ta postać będzie w stanie odpowiedzieć na moje pytania związane z miastem do którego próbowałem się dostać, a do którego wbiegła przedziwna bestia, która co prawda była przerażająca, ale nie zaatakowała mnie. Wynikało to prawdopodobnie, dzięki Ci Jowiszu, nie zostałem dostrzeżony przez nią. - Cześć - wyciągnąłem rękę do niskiej postaci. - Czy masz może chwilę na rozmowę ? - Grzecznie zapytałem myszona.

Byters

Podszedłeś do lady i zawołałeś za karczmarzem.
Myszon popatrzył na ciebie dopijając resztę swojego trunku z mini kufla. Nieco zapijaczonym głosem odpowiedział ci:

  • Jo ci też ni wi… Poszedłem tam, wspinałem się, wołałem… Co oni w tym Hyuug, zawiasów nie mają? - Pociągnął ostatniego hausta i trzasnął jego spodkiem o ladę(dość cicho, choć dla myszona musiało być to porządne uderzenie).
    Po tym zaczął mamrotać do siebie. Po kilku sekundach przyrdzewiałe zawiasy dały ci znać, że karczmarz wyszedł z kuchni. Twoim oczom ukazał się niski gruby, niemal okrągły stworek. Miał nieco ponad pół metra wysokości, był łysy i przypominał ci uhumaidolnioną wersję przerośniętej ropuchy.

-W takim razie dziękuje za informację - ze śmiechem powiedziałem do nietrzeźwego myszona. Pojawił się karczmiarz, wyglądał dość dziwnie. Ale może on właśnie będzie w stanie pomóc mi i opowiedzieć cokolwiek o dziwacznych wydarzeniach, które napotkały mnie u wrót miasta. - Witam -rzekłem - chciałbym poprosić o kufel piwa, ale to nie jest moja jedyna prośba. Byłem u wrót pobliskiego miasta i spotkało mnie coś bardzo dziwnego. brama była zamknięta, nie byłem w stanie za żadne skarby jej otworzyć, ale to nie wszystko, w pewnym momencie przebiegła koło mnie dziwaczna bestia i wbiegła do miasta. Na szczęście nie dostrzegła mnie. Czy Jesteś w stanie powiedzieć mi cokolwiek na temat tego tajemniczego miasta ?

  • Jeden kufel Raga! - karczmarz krzyknął zachrypiałym głosem za siebie, po czym odwrócił się znów w twoją stronę.
  • To zagadka, prosta. Ma trzymać idiotów z dala. - splunął na ziemię zielonkawym glutem - 5 Akli. A co do zagadki, to może będę coś nie co o niej wiedział. Tyle, że widzisz pan, strasznie mi dokucza bół głowy i nieee wiem, czy jestem w stanie sobie przypomnieć…
  • Rozumiem, że coś dla Pana mam zrobić żeby Pan mi pomógł ? - Zapytałem płacąc za piwo - Niech Pan tylko powie co mogę zrobić by przypomniał sobie Pan cóż to za zagadka. - powiedziałem oczekując zwrotnej informacji.

Karczmarz spojrzał na ciebie wzrokiem, którym patrzy się na idiotę.

  • Wie pan… Trudno się wiedzie. Coraz mnie ido… klientów mam, to więc interes źle idzie… Nie wiem czy wyżyje przy takich zarobkach… i z tego stresu boli mnie głowa… Poza tym, 5 Akli za piwo, dalej.

Zapłaciłem za piwo i powiedziałem - A jeśli bym znalazł panu lek na ból głowy ?

Karczmarz spojrzał na ciebie z pełnym rezygnacji wzrokiem.

  • Te zabezpieczenia dal idiotów jednak rzeczywiście się sprawdzają… Zapomnij pan, ze coś mówiłem. - machnął na ciebie ręką i poczłapał do kuchni, po drodze sprzątając z blatu 5 Akli, dziwną macką wystającą z lewej strony jego głowy. Z drugiej strony miał identyczną.

“Strasznie cyniczny gość” pomyślałem. Co też by tu zrobić z tym jego bólem głowy, zastanawiałem się dopijając bez pośpiechu piwo. W końcu jak wchodziłem do karczmy to oprócz pijanego myszona zauważyłem druga malutką postać, która siedziała przy barze. Obserwując oddalającego się cynicznego karczmiarza podszedłem do niskiego jegomościa i przywitałem się - Witam - wyciągnąłem prawą rękę na przywitanie - czy moglibyśmy porozmawiać przy piwku ?

Głowa nieznajomego odwróciła się w twoją stronę. Zdawało się, że był nieco większy niż myszon. Kaptur nadal jednak całkowicie przekrywał jego twarz.
Prawdopodobnie patrzył na ciebie. Po krótkiej chwili znów odwrócił się w stronę ściany.

Olewając dziwaka stwierdziłem, że siedzenie w karczmie nie ma większego sensu. Postanowiłem z niej wyjść i podążać dalej ścieżką. Nie było raczej sensu kierować się w stronę miasta, ponieważ i tak nie znam rozwiązania, jak nazwał to cyniczny barman “zagadki dla idiotów”. Postanowiłem iść zatem dalej ścieżką, którą przybyłem do karczmy. Być może uda mi się odnaleźć jakiekolwiek informację o skutecznym leku na stres i ból głowy, którego potrzebował karczmarz. W sumie nie dziwię się, że jest taki cyniczny. Gdyby mnie cały czas bolała głowa, też miałbym wszystkiego dosyć.

Byters

Wyszedłeś z karczmy nawet nie wypijając swego trunku.
Obszedłeś ją dookoła, jednak zdawało się, że ścieżka prowadziła właśnie do niej i nie rozgałęziała się w żadnym miejscu.

Kiko

Stałeś na urwanym wzniesieniu. Twoim oczom ukazała się mała wioska otoczona hektarami pól uprawnych. Ciemne chmury deszczowe przesłaniały niebo, przez co cały krajobraz wydawał się niesamowicie ponury. Ze swojego miejsca mogłeś dostrzec paru parobków pracujących na zielonych i ziemistych polach. Między - twój umysł szybko policzył budynki - ledwie trzynastoma niewielkimi domkami raz na jakiś czas widziałeś przechodzących ludzi. W ciągu kilkunastu sekund zauważyłeś przynajmniej dwudziestu.

Wsiadłem na swojego rumaka i pojechałem w stronę miasta. Postanowiłem objechać je dookoła i znaleźć inna drogę, która mogłaby pomóc mi w odnalezieniu lekarstwa na stres dla karczmarza.

Byters

Wyjechałeś z lasku i znów stanąłeś przed bramą. Oczywiście była zamknięta. Zdecydowałeś się okrążyć miasto.

Po około pięciu minutach lekkiego kusu, dotarłeś do kolejnej bramy, identycznej jak poprzednia. Tym razem nie było żadnej ścieżki, która doprowadziłaby cię do karczmy ze skwaszonym żabim karczmarzem, ani żadnej innej ścieżki.

Postanowiłem w takim układzie wrócić do Karczmy i wjechać do lasu.

(z tego co pamiętam przy tej karczmie był las. Jeśli nie, napisz,a zrobię edycję.)

Zdecydowałem zejść do wioski i ją przebadać. Nawet jeśli coś się zdarzy to powinienem być w stanie uciec.

Byters
Wielki
Mango
Plazma
Nexus
Kiicia
Piter
Kiklors

żyjący

Dobra, sorka, ale ostatnie dni mam zawalone egzaminami sprawdzianami… i eventami. To potrwa jeszcze jakieś parę dni…
Kikom coś ty tu wymienił? :v