fabula dosyc ciezka

ok przemoglam sie i sprobuje sie podzielic tworczoscia literacka. stresy bo nigdy nic nie pokazuje ale…here i go!

Światło wpadało przez okno i odbijało się od szklanych paciorków zwisających z futryny, które Erikur odgarnął ręką. W środku jego duszy trwał konflikt wewnętrzny: z jednej strony to była jego matka i przychodził tu za potrzebą serca i z własnej woli, a z drugiej bardzo nie chciał tu być - atmosfera w domu go przygnębiała.

  • Cześć, mamo – przywitał się widząc starszą kobietę siedzącą bez ruchu przy długim stole. Ta wstała, objęła go i cmoknęła powietrze obok jego policzka.
    Mieszkanie, w którym się wychowywał nie zmieniło się odkąd pamiętał. Wszystkie meble dopasowane do siebie wyglądem, białe ściany i perfekcyjny porządek. Czegoś nienawidził w tym mieszkaniu, coś było nie tak. Pewnie złe feng shui.
    Mama przeszła do innego pomieszczenia żeby zestawić garnki z kuchenki elektrycznej. Erikur nawet nie próbował wejść do kuchni aby jej pomóc – po tylu latach przyzwyczaił się już, że najlepiej jej nie przeszkadzać. Usiadł przy stole i obserwował jej plecy. Po chwili przyszła i usiadła naprzeciwko niego przy stole. Z rysów twarzy byli do siebie bardzo podobno – takie same spiczaste nosy i szare oczy.
  • Co się dzieje z moim drugim synem? – spytała, patrząc mu w oczy. Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.
  • Wszystko OK. Uczy się do egzaminów na studia, wiesz – przerwał na chwilę przeżuwając jedzenie - zmienia wydział i musi przejść przez wszystkie wstępne jeszcze raz .
    Co tydzień, w każdą niedzielę kiedy tu przychodził, rozmowa wyglądała prawie identycznie i za każdym razem musiał powtarzać to samo kłamstwo. Nie żeby mówienie nieprawdy sprawiało mu jakiś dyskomfort, ale „lekkie mijanie się z prawdą” kontra „Sigurd ma się dobrze”…
  • Może mama potrzebuje czegoś ze sklepu?
  • Mam się dobrze – kobieta popatrzyła na niego chłodno.
    Odwrócił się w stronę okna i odliczał kroki dwójki przechodniów spacerujących po czystej uliczce.
  • A co u twojego dzieciaka? – przerwała milczenie matka.
  • Olaf wyciąga się z ocenami, żeby zaliczyc semestr jak najlepiej – skrócił ostatnią historię swojego współlokatora. Olaf był prawie dorosłym chłopakiem, którego Erikur był prawnym opiekunem.
    Potem matka i jej pierworodny syn zamienili ze sobą kolejnych kilka grzecznościowych pytań. Na wszystkie odpowiadała zdaniami wyrwanymi z kontekstu – była przygłucha, ale nigdy nie prosiła o powtórzenie. Erikur podczas tych wizyt starał się zachować dobry humor, ale każda kolejna minuta powodowała, że czuł się tutaj coraz bardziej wyssany z energii. Przyglądał się swoim dłoniom, butom, co się dzieje za oknem, aby w końcu popatrzeć matce w oczy. Ta nie spuszczała z niego wzroku ani na chwilę.
  • Powinienem już iść – jego głos brzmiał kompletnie beznamiętnie.
    Kobieta nie odpowiedziała. Odczekał jeszcze chwilę, wziął marynarkę i siatkę z zakupami po czym wyszedł.
    Hildur siedziała przy stole i przyglądała się przez okno oddalającemu się synowi. Jej nagle zgarbione plecy zatrzęsły się lekko od płaczu.

Ciekawi mię cała historia jak dla mnie fajnie się zapowiada nie jestem jakimś znawcą więc moja opinia jest mało warta lecz mi się osobiście podoba http://animes.pl//emotki/cebulak39.gif
Pracuj dalej http://animes.pl//emotki/malpka24.gif i udostępniaj nie mogę się doczekać więcej

awww dzieki! dostalam challenge zeby dzisiaj dodac kolejny fragment ale nie wiem czy podolam @A@

dasz radę wierze w Ciebie :D

Nie będę oceniał po tak krótki fragmencie, ale wrzucisz, a chętnie przeczytam, ponieważ zapowiada się względnie ciekawie. Jak wrzucisz kolejny fragment to Ci powiem jakie mam uwagi, a co mi się podoba :)

Widać coraz częściej czytam opowiadania. Chyba mi to wychodzi na dobre, ale to teraz nieważne.

Krótkie opowiadanie, bardziej pokaz umiejętności pisarskich oraz wprowadzenie dwóch bohaterów i utworzenie podstawy do przedstawienia następnych. Forma taka mi nie przeszkadza, 5 stron rozmowy polegającej na grzecznościowej wymianie zdań to byłaby udręka. Czasem dobrze coś zminimalizować.

Z tego fragmentu da się już co nieco wyczytać z osobowości bohaterów. Ich relacje mogą być niezwykle ciekawe, mam powód by czytać dalej. Zakończenie to sprawiło. Dobra decyzja.

Nie zauważyłem żadnych błędów, ale nie jestem humanistą, więc to zostawię komuś bardziej kompetentnemu. Tymczasem ja czekam na następną część, bo warto.

Więc o tylko fragment, a ja myślałam że krótkie opowiadanie z mocnym zakończeniem. Bo takiego właśnie się spodziewałam czytając całą tę rozmowę, a tu nic i nie wiadomo, o co chodzi. Mam nadzieję, że kontynuacja niedługo się pojawi i wyjaśni :)
Jest dobrze napisane, a jedyne błędy to interpunkcja. I zamiast poprawiać, podsyłam ci taki fajny program, który na pewno się przyda. Warto go użyć przed puszczeniem tekstu w świat: https://www.languagetool.org/pl/.

Dzieki za zainteresowanie! Jest mi bardzo miło nun
podołałam wyzwaniu i leci druga część. Go go go!

Buty Erikura stukały po wąskich ulicach, kiedy odliczał latarnie na swojej drodze. Mijał ludzi, którzy wyglądali, jakby nigdzie się nie spieszyli. Wraz z kolejnymi światłami, zakrętami i latarniami okolica się zmieniła. Ulica, którą teraz szedł, wyglądała po prostu brzydko: asfalt z dziurami, zaniedbane kamienice, z których odpadał tynk. Doszedł do budynku, który na dole był cały obsprayowany graffiti i prawdopodobnie groził zawaleniem; wyciągnął klucze z portfela i otworzył drzwi wejściowe. Uważając, żeby nie dotknąć brudnych ścian z łuszczącą się groszkową farbą i nie wdepnąć w cudze charchy na schodach, wszedł na parter i zastukał w drzwi. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi, więc przekręcił kluczyk w zamku i delikatnie je popchnął. Miał z tym lekki problem, ponieważ drzwi były zastawione od wewnątrz workami ze śmieciami i bardzo starymi pustymi opakowaniami po pizzy.
Mieszkanie miało tylko jeden pokój i łazienkę i wyglądało jak melina. Z mebli był tu tylko czerwony materac (zalany jakimś sokiem czy innym płynem), pufa i stół. Cała podłoga była zawalona śmieciami i ubraniami, a na stole nie było w ogóle miejsca: stały na nim puste puszki, miski i kubki, garnek - wszystko z zaschniętym jedzeniem. Każdy przedmiot robił też za popielniczkę. Pod stołem siedział chudy chłopak ze zbyt długimi, przetłuszczonymi włosami i mocnymi cieniami pod oczami. Szeroko otworzone ślepia patrzyły na starszego brata z trudnym do odgadnięcia wyrazem: chyba to nie był lęk, a radość. Erikur kucnął obok niego pod stołem.

  • No hej – uśmiechnął się do Sigurda.
  • Hej – chłopak odpowiedział po chwili. Odgarnął tłuste włosy za ucho.
    Rodzeństwo widywało się umiarkowanie często. Starszy brat wpadał do tego okropnie brudnego pokoju, kiedy tylko miał okazję. Zawsze przynosił jakieś owoce i warzywa – od jakiegoś czasu Sigurd w najlepszym wypadku żywił się mrożonkami odgrzewanymi w kuchni umieszczonej w piwnicy budynku. Rzadko kiedy wychodził do sklepu, nawet będąc bardzo głodnym ruszał się tylko kiedy skończyły mu się papierosy. Miał problem nawet z tym, żeby iść do kuchni, a ostatni raz mył się parę dni temu. Erikur powtarzał mu, że zawsze może się wprowadzić do rodziny, jeśli nie do niego to do matki. Czasami chciałby zabrać brata z jego mieszkania siłą.
    Teraz po prostu siedzieli pod tym stołem. Sigurd przerzucał puste paczki w poszukiwaniu zapomnianego kiedyś papierosa, czasami zamierając w bezruchu. Lubił te odwiedziny, podczas nich czuł się bezpieczniejszy, niż kiedy był w mieszkaniu sam. Bał się wszystkiego, kroków na klatce schodowej, odgłosów za oknem, owadów w pokoju. Dobrze, że miał tylko mrówki, a nie karaluchy, prawdopodobnie była to zasługa brata i jego środka owadobójczego, chociaż nie przyszłoby mu to do głowy; jego mózg nie zarejestrował dezynfekcji. Przeważnie kulił się gdzieś w kącie, gdy Erikur sprzątał mu w pokoju. Niewielka ilość słów została wypowiedziana podczas tej wizyty. Jak zazwyczaj tylko cieszyli się swoją obecnością.

Był już wieczór i Erikur musiał iść. Gdyby posiedział jeszcze godzinę, samotnie nie byłby bezpieczny w drodze do własnego mieszkania. Mijał wtedy dosyć szemraną dzielnicę i czasami umawiał się po drodze z Lokem i Christianem, swoimi dobrymi przyjaciółmi o silnych pięściach i wiecznej ochocie do bójek, ale sam nie miał ochoty na tego typu zabawy. Spróbował wstać i solidnie rąbnął się o górną deskę stołu. Odwrócił głowę w stronę Sigurda. Ten patrzył na niego z zainteresowaniem i po chwili oboje zakrztusili się od tłumionego śmiechu.

  • Wiesz, że zawsze możesz u mnie zamieszkać – upewnił brata.
  • No – odpowiedział mu pogodnie chłopak.

Kiedy został ponownie sam w mieszkaniu, Sigurda ogarnęły go lęki. Teraz był pewien, że jego brat leży martwy tuż pod jego domem, widział już białe larwy żerujące na zwłokach. Z leciały mu łzy, zarzucił na siebie koc, ale nie wiedział nawet, w którym miejscu mieszkania byłoby najbezpieczniej. W końcu usiadł na środku pokoju, czyli tam, gdzie wcześniej stał i zaczął gryźć swoje palce. Usłyszał czyjeś kroki na klatce schodowej – teraz idą po niego. Przerażony cofnął się na czworaka pod kaloryfer, ale stamtąd dobiegały odgłosy niosące się przez rury. Spojrzał na swój telefon. Była godzina 20:03, to zła godzina, nieprawdziwa. Rzucił telefonem o materac, powinien był go wyłączyć ze względu na szpiegostwo. Rozkręcić, a na pewno wyjąć baterię. Zerwał się z miejsca, chwycił komórkę i zębami próbował rozwalić obudowę. Był cały mokry od potu i łez.

Po kilku godzinach Sigurd leżał na materacu i myślał o tym, co poszło nie tak. Miał 22 lata, a półtora roku temu stoczył się życiowo. Właściwie to zaczęło się od skończenia szkoły średniej.
Po zaliczeniu ostatniego z egzaminów końcowych koledzy ze szkoły muzycznej, do której chodził po zwykłych zajęciach, wyciągnęli go do baru. Wszyscy, łącznie z Sigurdem, pili. Do roześmianego i nietrzeźwego już towarzystwa dołączyły się dziewczyny ze szkoły z tej samej części miasta. Była wśród nich Karin. O ile Sigurd był dosyć niski, Karin miała wzrost krasnala. Starsza o rok dziewczyna nie była współczesnym ideałem piękna, ale miała w sobie coś takiego, co powodowało, że była popularna wśród chłopaków – może chodziło o wielkie ciemne oczy, a może o ładne kształty. W każdym razie oboje poczuli do siebie miętę.
Karin wkręciła go w swoje towarzystwo. Byli to różnej maści artyści, głównie absolwenci pobliskiego liceum plastycznego. Zapraszała Sigurda do siebie; cały pokój miała zawalony kartonami. Na niektórych z nich widniały nieskończone jeszcze obrazy. Sigurd nieśmiało pozował jej do aktów. Pochodziła z bogatego domu i miała do dyspozycji całe piętro. Mama Karin sprawiała wrażenie równie sympatycznej, jak ona sama i robiła im kanapki – nowa sprawa dla młodego chłopaka; w jego domu takie rzeczy były nie do pomyślenia. Od jego własnej matki bił emocjonalny chłód. Rozwiodła się z mężem tuż po narodzinach młodszego dziecka i wyemigrowała z Wysp Owczych razem z synami. Podała im ten suchy fakt jeden jedyny raz i więcej nie wspominała o swoich prywatnych przeżyciach. Właściwie w domu matka niewiele się odzywała poza karceniem i poleceniami. Czasami były też pochwały, ale wypowiadane bardzo zimnym tonem. Komentowała decyzje życiowe synów. Sigurd przez całe życie był od niej bardzo uzależniony emocjonalnie i łaknął jej akceptacji. Dopiero związek z Karin wreszcie go dowartościował.
Kiedy zdał na studia, wynajął mieszkanie. Stypendium pozwalało mu utrzymać się samemu, a alimenty od ojca wystarczały na kawalerkę. Cały swój wolny czas spędzał z Karin, która lubiła się bawić i była chętna do próbowania nowych rzeczy, do czego zachęcało ją całe wspólne towarzystwo. Wraz z Sigurdem zgadzali się, że życie to przygoda, chociaż on miał do tego dużo większy dystans. Zaliczali razem wszystkie puby na starym mieście, a on trzymał jej włosy gdy wymiotowała.
Po około półtora roku znajomości spędzili ze sobą czas przed sesją w domu Karin. Jej rodzice zostawili go pod jej opieką, a sami wyjechali na urlop. Dziewczyna sprawiała wrażenie szczęśliwej.
Tego konkretnego wieczoru opowiadała mu swoje wymyślone historie na dobranoc. Usnął szybko i miał miłe sny o sympatycznych stworach. Obudził się rano i przytulił do zimnego ciała Karin. Z początku nie skojarzył faktów i chciał ją pocałować – dopiero lodowate usta uświadomiły go, że całuje trupa.
Później było całe zamieszanie z policją i rodzicami zmarłej dziewczyny. Przedawkowała, Sigurd nie wiedział co ani dlaczego. Olał kompletnie studia i odizolował się od świata w swoim wynajętym mieszkaniu. W przypływie złości sprzedał wszystkie meble, książki i gitarę. Zaczęła się depresja lękowa i popadł w paranoję. Bał się spać oraz śmierci: własnej czy też bliskich. Dopiero po kilku tygodniach jego bratu udało się z nim skontaktować i dorobić klucze do mieszkania.

Sigurd zamknął oczy i pomyślał: „jutro będzie lepszy dzień”. Zimne usta Karin prześladowały go po ponad roku. Wstał z materaca i odszukał siatkę z zakupami od Erikura. Pokroił wyjęte z niej pomidory na ćwiartki i zaniósł do swojego legowiska. Później zasnął, rozmazując je na bluzie.

http://animes.pl//emotki/malpka26.gif weee, historia jest mega ciekawa, jestem ciekaw jak ją rozwiniesz http://animes.pl//emotki/malpka11.gif

http://animes.pl//emotki/kroliczek5.gif Biedny Sigurd
A co do historii to zarąbista nie mogę się doczekać następnej części http://animes.pl//emotki/malpka11.gif

weee dzieki :D budujecie mnie na duchu i az chce sie dalej pisac!