Fuuka

Fuuka

Muzyczny romansik! Czyli to co kocham! :3
A więc mamy sobie Yuu Harune, czyli naszego bohatera który jest uzależniony od twitera (iks de xD)
Jego rodzice wyjechali sobie do ameryki by zająć się pracą, więc on jest zmuszony przeprowadzić się do tokio do swoich trzech sióstr.
Pewnego dnia postanowił sobie pójść po żarcie do sklepu dla siebie i siostrzyczek, zagapiony oczywiście w tel i swoje followersy nie zauważył dziewczyny która właśnie podczas wysokiego skoku pokazała mu swoje majtki! (nie no jajcuje xD)
A tak serio to skoczyła na niego i rozwaliła mu telefon! Ku jego zdziwieniu okazuję się że dana uczennica chodzi do jego klasy!
(cóż za przypadek ^^)
No romansik jest
Muzyka świetna
Całość na prawdę zaskakująca
Polecam bardzo serdecznie! A jeżeli ktoś obejrzał jeden z najbardziej uwielbianych romansów jakim jest “Shigatsu wa Kimi no uso” to “Fuuka” na pewno też mu się spodoba!

Trailerek up! <3

Ostatni odcinek był jak sprint na ostatniej prostej po tytuł złotego medalisty paraolimpiady. Straszne. Uczucia MC wyciągnięte z rękawa, wszystko sztuczne jak hamburgery z biedry za 4,99 T.T rozumiem, że mogli nie mieć wystarczająco dużo czasu na przyzwoite ogarnięcie relacji głównych bohaterów ale… bez przesady.

Szczerze, anime na początku mi się podobało, szczególnie za bardzo fajną kreskę, a raczej świetną kolorystykę. Te “żywe” barwy bardzo mi się podobały.

Podobało mi się tak, że zacząłem czytać mangę (będąc w około 3/4 anime), gdzie nadrobiłem 140 rozdziałów w jakieś 2 dni (noce).

Anime też podobało mi się do momentu, w którym Fuuka sobie wymyśliła, że nagli zmieni sobie charakter i będzie sobie obrażalską paniusią…

Co było bardzo nierealistyczne, a dodatkowo związek z Koyuki był dla mnie z kosmosu…

Truck-kun także się nie popisał niestety, OLBRZYMIE SPOILERY Z MANGI tam truck-kun zabił Fuukę, kiedy ta biegła na ich koncert w klubie, była w tym czasie już w związku z Yuu (co było bardziej realistyczne dla mnie), a zbieranie zespołu było właśnie po tym jak zmarła Fuuka i wszyscy byli tym wstrząśnięci, a Yuu po długim czasie otrząsania się z jej śmierci zebrał siłę, żeby zebrać wszystkich z powrotem (co wyglądało jak w anime, trochę wolniej jednak) i sam został wokalistą, a później… To już sobie poczytajcie sami mangę…

Do połowy anime oglądało się naprawdę przyjemnie. Później idiotyczne zachowania bohaterów, dziwne, nierealistyczne związki czy nagłe zmiany osobowości obrzydziły mi to anime. A tak jak napisał Tano, na końcu tak to wszystko przyśpieszyli… To było słabe. Jedynym pozytywem było to, że MANGA SPOILER truck-kun nie zabił Fuuki jak w mandze, bo po prostu była najlepszą postacią i chciałem porzucić mangę po jej śmierci Ta jej zmiana charakteru i obrażalstwo na koniec wcale nie było do niej podobne. Nie AŻ w taki sposób.

Ogółem pozytyw za ładną kreskę i kolory oraz niezłe pioseneczki. No i za pierwszą połowę, bo potem to tylko równia pochyła w dół. Polecam za to mangę, bo ten, kto pisał zmieniony scenariusz nie do końca się popisał. Wystawiłem 4/10.

Anime nie oceniam za wysoko ale zapewne nie trafia do mojej grupy wiekowej… Sztampowe przez co przewidywalne, nudne i zbyt idealistyczne. Kto w miesiąc nauczy się grać na gitarze basowej bez żadnych podstaw, huh? I zagra tak cudowny pierwszy koncert? W zasadzie nie powinnam się o to czepiać, bo większość anime ma dużo niewykonalnych i nielogicznych wątków (w tym tkwi całe piękno!) ale w tym przypadku nie było ni krzty komedii od samego początku więc ja również próbuję patrzeć tu realistycznie. Ostatni odcinek rzeczywiście naciągany ale w międzyczasie trafiłam na ogromny spoiler z mangi, który pozwolił mi zrozumieć dlaczego autor anime nie miał za bardzo pomysłu jak tu zrobić ten happy ending… Pierwsze odcinki są akceptowalne ale potem tylko gorzej. Tama, grr…