Historia poboczna

Opowiadanie napisane przeze mnie. Za wszelkie błędy z góry przepraszam (piszę od niedawna, więc fajerwerków nie ma). Życzę miłej lektury :)

Był chłodny zimowy dzień. Ziemia pokryta była białym puchem.
Szłam chodnikiem zmierzając w stronę domu. Wszystko wydawało się
takie radosne, pomimo tej całej bieli, której pełno było wokół.
W domu czekał mnie ciepły obiad, który był dobry na rozgrzanie w
taką pogodę. Dziś byłam umówiona na spotkanie z całą paczką. Mieliśmy
wspólnie wykonać nowego quest’a, który został dodany dwa dni
temu.
Wypełniona pozytywnymi myślami przyspieszyłam tempa chcąc jak
najszybciej znaleźć się wśród grona przyjaciół.

Kiedy już dotarłam na miejsce i zjadłam ciepły posiłek,
natychmiast zabrałam się za odrabianie lekcji. Nie zajęło mi to
zbyt wiele czasu, więc skończyłam około pół godziny przed
spotkaniem. Weszłam do gry i powoli zaczęłam podążać do miejsca naszych
codziennych spotkań.

Przede mną ukazał się piękny, drewniany domek. Weszłam do
środka, a moim oczom ukazała się piątka przyjaciół i jedna
niedawno poznana dziewczyna. Bardzo szybko się do niej
przekonaliśmy, a ja czuję się jakbym znała ją już od dawna.
Oczy wszystkich tam zebranych zwróciły się w moją stronę.

  • O, Silica jesteś! Więc możemy chyba wyruszać w drogę, co? -
    zapytał się rudowłosy, brodaty mężczyzna.
  • No pewnie! - odparłam z promiennym uśmiechem na twarzy.
    Już po chwili wszyscy ruszyliśmy w stronę krainy, w której
    znajdował się nowy quest.
    Kraina ta była w całości pokryta dżunglą, w której żyły
    nieznane dotąd moby.
    Jednak mając u boku tak silnych graczy jak moi przyjaciele, nie
    obawiałam się ani trochę. Wręcz przeciwnie – cieszyłam się z
    nowej wspólnej przygody.
    Las gęstniał i stawało się coraz ciemniej. Przez gęste, wysokie
    drzewa nie prześwitywał ani jeden promyk słońca. Jednakże, po
    chwili po obu stronach szerokiej dróżki pojawiły się małe,
    świecące kuleczki, które nadawały wszystkiemu uroku i rozjaśniły
    nam drogę.
  • Jakie piękne! - zawołałam, ekscytując się wspaniałym
    widokiem.
    Schyliłam się do jednej z nich i już miałam jej dotknąć, kiedy
    nagle wokół mnie wyrosły wielkie, ostre jak brzytwa belki drewna.
    Wyrosły tak ciasno, że nie potrafiłam się stamtąd wydostać.
  • Silica! - krzyknęła Asuna spoglądając w moją stronę.
  • Nie ruszaj się! - powiedział Kirito – Jeśli będziesz się
    miotać, to się zwężą!
    Stałam w bezruchu, tak jak mi kazano.
  • Klein, załatwiamy to my, czy może zostawiamy to Błyskawicy?
    W tej chwili Asuna uśmiechnęła się i lekko zarumieniła.
    Rzuciła się w moją stronę i poprzecinała swoim mieczem bele
    drewna u dołu.
    Po chwili byłam już wolna.
  • Dziękuję… - powiedziałam lekko zażenowana tym, iż przez
    własną głupotę wpadłam w sidła jednego z nowych mobów.
    Po chwili ruszyliśmy w dalszą podróż. Droga stawała się coraz
    węższa, aż w końcu wszyscy musieliśmy iść pojedynczo. Drzewa
    rosły coraz gęściej, aż stworzyły zielone ściany.
    -To już niedaleko – odparła Lizbeth mająca przed sobą dużą
    mapę.
    Rzeczywiście. Zdążyliśmy przejść niecałe sto metrów, a przed
    naszymi oczyma jak spod ziemi wyrosła ogromna studnia. Cała była z
    kryształu, więc miała lekko błękitny kolor.
    Z kołowrotka na diamentowym łańcuchu wisiało złote wiaderko.
    Biło z niego rażące światło.
  • Jakie to śliczne! - wydusiłam z zachwytem.
    Widok robił wrażenie.
  • Ale czy nie powinien się pojawić teraz jakiś boss? - spytała
    Sinon z lekkim zdziwieniem.
    Kirito stał w chwilę w milczeniu. Widać było, że analizuje całą
    tę sytuację. Podszedł do kryształowego murku i spojrzał w dół.
    Po chwili odwrócił się w naszą stronę i machnął ręką w
    stronę studni.
  • Musimy wejść do środka.
  • Co? A skąd taki pomysł. - spytała Liz.
  • Popatrz na dół.
    W tym momencie wszyscy zbliżyliśmy się do odbijających światło
    kamieni. Ku naszemu zdziwieniu na dole był złoty okrąg i cztery
    tabliczki.
  • To pewnie na dole jest boss… - szepnęłam pod nosem.
  • Lecimy?
    -Tak! - odkrzyknęliśmy wszyscy chórem i po chwili skoczyliśmy w
    dół.
    W trzy sekundy potem rozglądaliśmy się wokół.
    Otaczały nas długie, szerokie korytarze obłożone brukiem. Od
    białej posadzki odbijało się z lekka niewyraźnie światło
    pochodni, które wisiały na ścianach w odstępach trzech, czterech
    metrów.
    -Spójrzcie! - odparła Asuna wskazując na łódki przywiązane do
    złotych prętów wystających ze ściany.
    Łódki były drewniane, pomalowane na błękitny kolor.
    Po chwili wszyscy wsiedliśmy do łódek. W kanałach panował
    półmrok, do czasu wypłynięcia za zakręt. Tam już światło
    pochodni nie oświetlało nam dalszej drogi.
    Asuna rzuciła zaklęcia, po czym w oddali pojawił się biały
    świetlik.
  • Daleko jeszcze? - spytałam, niecierpliwiąc się.
  • Już niedaleko… - odpowiedział Klein. Tym razem to on trzymał
    mapę, którą wcześniej otrzymaliśmy od NPC’a.
    Rzeczywiście, po paru minutach wszyscy zobaczyliśmy małą wysepkę,
    a na niej murowany postument. Nie widziałam dokładnie, co się tam
    znajdowało, ponieważ blask tego przedmiotu raził nas w oczy.
  • To… nie jest przypadkiem jakaś pułapka? - spytałam.
    Wolałam już nie dotykać nieznanych mi przedmiotów, aby znowu nie
    wpaść w sidła.
    Nagle Pina siedząca na moim ramieniu zaczęła przeraźliwie
    piszczeć, jakby się czegoś bała.
    Jej zachowanie zaniepokoiło mnie. Nigdy się tak jeszcze nie
    zachowywała.
  • Na tym postumencie musi być… - spojrzałam na lśniący
    przedmiot.
    Podbiegłam bliżej źródła światła. Dokładnie się przyjrzałam,
    ale wciąż nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
    Przede mną leżało pozłacane jajo z okrągłymi kryształkami.
    Nagle zaczęło pękać.
  • Smok! - krzyknęłam i pobiegłam w stronę przyjaciół.
    Ogromny, kryształowy smok stał teraz przed nami, wlepiając w nas
    jego ogromne, złote ślepia.
    Staliśmy jak wryci.
    Tabliczki… Przecież nie przeczytaliśmy tabliczek!
    Po chwili wszyscy ruszyli na smoka.
  • Stójcie! - wykrzyknęłam jak najgłośniej potrafiłam.
    Na drugim końcu sali pojawiła się czarna, zakapturzona postać.
    Wtedy zdałam sobie sprawę, że to ją należy atakować, a smoka
    bronić. Wszyscy spojrzeli w moją stronę. Po zauważeniu
    tajemniczej istoty, zawrócili i w końcu walka z prawdziwym bossem
    rozpoczęła się.
    Kryształowy stwór, zraniony przez poczwarę upadł na ziemię i
    zaczął ryczeć. Zauważyłam, że ma poranione skrzydło. Naprawdę
    było mi go żal. Musiałam wybrać, czy pomóc przyjaciołom w
    walce, czy opatrzyć ranę.
    Nie przepadałam za takimi sytuacjami.
    W końcu podeszłam powoli do ogromnego gada, tak by go nie
    sprowokować do walki.
    Wyciągnęłam z ekwipunku kryształy lecznicze i wdrapałam się na
    jego grzbiet. Kryształy sprawiały, że wszystko wokół mieniło
    się przeróżnymi kolorami.
  • Heal! - kamień w mojej ręce rozpadł się na kawałki, a rana
    zaczęła znikać.
    Smok znacznie się uspokoił. Zbliżył pysk do mojej twarzy i
    powiedział ludzkim głosem ,Dziękuję’’.
    Byłam zszokowana. Nie spodziewałam się czegoś takiego.
    Spojrzałam w stronę walczących.
    Nagle się ocknęłam.
    Walka była naprawdę zawzięta. Boss miał aż 5 pasków HP. Każdy
    po kolei zadawał mu ciosy, ale to nie zmieniało sytuacji, gdyż 1
    cios zabierał mu tylko parę punktów życia.
    ,Przecież muszę im pomóc!’’ - ruszyłam w ich stronę.
    Widząc, że gad otrzymuje kolejne obrażenia, zaczęłam uderzać
    coraz mocniej.
    Widać było, że wszyscy są już nieco zmęczeni.
    Coraz częściej następowały zmiany. Czułam, że nie wygramy. Ta
    myśl wywołała łzy w moich oczach.
    Nagle w stronę stworzenia powędrował srebrny sztylet.
    Tego już nie mogłam wytrzymać. Smok zaczął się miotać i po raz
    kolejny zaryczał z bólu.
    Rzuciłam się na zakapturzoną postać i moja broń przeszyła jej
    klatkę piersiową.
    Jej ciało, pokryte liszajami rozpadło się na cząsteczki.
    Po chwili już jej nie było,a ja jeszcze do końca nie zdawałam
    sobie sprawy z tego , co się właśnie stało.

Siedziałam przy smoku. Z moich oczu pociekły duże, gorzkie łzy.
Obok mnie klęknęła Asuna. Objęła mnie ramieniem.

  • On… On… Nie może – łgałam.
    Bardzo przywiązałam się do gada. Nie potrafiłam patrzeć na jego
    cierpienie.
    W SAO spotkałam się z wieloma stworzeniami jako poskramiaczka, ale
    do żadnego nie poczułam tak wielkiej przyjaźni. Poza Piną, nie
    było żadnego innego stworzonka, które tak bardzo polubiłam.
    Usiadła na moim ramieniu. Widać było, że jej też jest smutno.
    Jedna z moich łez upadła na ogromny pazur. Stało się coś, czego
    nikt z nas się nie spodziewał.
    Smok podniósł wielką łeb i spojrzał na nas.
  • Nigdy nie widziałem tak walecznych wojowników. Dziękuję, że
    mnie chroniliście. A ciebie – spojrzał na mnie – nigdy nie
    zapomnę. Jesteś życzliwa i dobra. Twój Feathery Dragon ma
    wspaniałą właścicielkę. Oddaje w Twoje ręce medalion smoka. W
    największym niebezpieczeństwie, wezwij mnie,a Ci pomogę. Do
    zobaczenia dzielni szermierze. - po tych słowach zniknął, a na
    ziemię spadł łańcuszek z małą figurką smoka.
  • Silica, byłaś wspaniała – powiedział Klein.
  • Dziękuję – odrzekłam, czując, że na moich policzkach
    pojawiają się rumieńce.
    Dokładnie oglądałam wisiorek. Był przepiękny.
    Czułam, że jeszcze się spotkamy…

Fajne ;p tylko trochę jak dla mnie mało dynamiczne i postacie trochę takie zbyt proste, znaczy ich zachowanie jest zbyt oczywiste i jakby postępowali wg wzoru który trochę nie pasuję. Ale ogólnie opowiadanie fajne :)

Jedno z moich gorszych opowiadań :D Postaram poprawić swoje błędy :)

Nie takie złe :P
popracuj nad powtórzeniami, bo na początku w prawie każdym zdaniu jest “który” i “która” :3
twoja końcówka byłaby dobrym, emocjonalnym punktem kulminacyjnym opowiadania jakbyś ją bardziej rozwinęła
a tutaj: “- On… On… Nie może – łgałam.” - chyba chodziło o “łkałam”, bo łganie, to nic innego niż kłamanie XD