Koe no Katachi

Koe no Katachi
(A Silent Voice)

Szkoła podstawowa. Do klasy głównego bohatera, Ishidy, dołącza nowa dziewczyna. Nie było by w tym niczego dziwnego, gdyby nie jeden mały szkopuł. Jest głucha. Czy osoba niepełnosprawna bez problemu wkomponuje się w zgraną już klasę?

Odpowiedź nie powinna być zaskakująca. Osobą najbardziej nękającą Nishimiyę okazuje się sam Ishida. Dziewczyna w związku z natarczywym dokuczaniem, zmienia szkołę. Wynikiem tego są także zmiany w otoczeniu naszego głównego bohatera. Traci on swoich znajomych i sam staje się obiektem zastraszania.

Film ukazuje nam jego drogę w celu odzyskania wiary w samego siebie i odkupienia swoich win z przeszłości. Drogę do polubienia samego siebie. Do ponownego czerpania radości z życia.


Cover, bo oryginał usunięty z YT. Bardzo bliski oryginałowi.
Zapętlcie sobie, bo jak się rozpiszę, to jedno przesłuchanie może nie wystarczyć.

Film do kin zawitał 17. września 2016 roku. Niedawno ukazał się na Blu-ray, co wiele osób już wykorzystało i obejrzało go w wysokiej jakości. Od premiery był to jeden z najlepiej ocenianych filmów. Recenzje takie utrzymują się do dzisiaj, co powoduje, że widnieje on teraz na 4. miejscu w rankingu MAL-a (2. w kategorii filmów) z oceną 9.16. Zapewne zastanawiacie się, czy zasługuje na taką ocenę? Z przyjemnością dostarczę Wam odpowiedź.

Jak do każdego anime, tak i do tego podchodziłem z rezerwą. Dowodzić temu może mój MAL, gdzie jeszcze nie zawitała żadna ocena 10. A i średnia jakaś wysoka nie jest.

Studio KyoAni (Kyoto Animation) dostarczyło nam to, do czego nas już przyzwyczaiło. Piękną oprawę wizualną, w której trudno jest znaleźć jakiekolwiek uchybienia. Drobne szczegóły (poruszające się palce w trakcie przeglądania zeszytów w plecaku) sprawiają, że w kresce można się po prostu zakochać. Fenomenalne tła, ciekawe ujęcia, doskonała animacja… Słów mi brakuje, więc po prostu napiszę, że na kresce się nie zawiedziecie. Chyba że chcecie zostać pierwszymi osobami, które skrytykują oprawę wizualną w tym filmie. Po prostu nie wyobrażam sobie, by ktoś nie docenił pracy i serca, jakie włożyły osoby pracujące w studio w dopięcie wszystkiego na ostatni guzik i ukazanie nam tego filmu w taki sposób, w jakim pojawił się na ekranach kin i naszych monitorów.


O patrzcie, jaki ładny obrazek. Prawda? PRAWDA?!

Ekhm, przejdźmy więc dalej. Co do samej fabuły, której skrót przedstawiłem wyżej. Żeby za dużo nie spoilerować, nie będę mówił więcej. Po pierwsze, nie oglądałem nigdy chyba tytułu (mało mam ich na liście, wiem), którego jedną z głównych postaci byłaby osoba niepełnosprawna. Dużo możliwości, spory potencjał, który moim zdaniem w pełni został wykorzystany. Główni bohaterowi wykreowani wyśmienicie, niestety gorzej było z tymi drugoplanowymi (tak to jest, jak z 7-tomowej mangi robi się 2-godzinny film). Pomimo takiego uproszczenia i skrócenia materiału źródłowego (nie znam źródła, ale dużo słyszałem i trochę przeglądałem, więc wiem mniej więcej jak to wygląda) film nie stracił na jakości. Przemyślenia Ishidy i cała jego historia została ukazana w najważniejszych aspektach. Niczego z głównych wątków nie pominięto, wszystko jest logiczne. W niektórych miejscach wydaje się, że film leci zbyt szybko, a akcja nabiera niebywałego tempa, lecz wszystko jest ciągle pod kontrolą. KyoAni wybrnęło znakomicie. Nie niszcząc materiału źródłowego, zapakowało w ładne pudełeczko najważniejsze motywy z mangi, które stanowią o przesłaniu całego filmu.


Za duża ściana tekstu, więc potrzebny kolejny ładny obrazek.

Wracamy. Ukazanie całej historii oczyma Ishidy jest bardzo ciekawym rozwiązaniem. Dzięki odpowiednim zabiegom stylistycznym możemy bez problemu zauważyć, w których miejscach, i w towarzystwie jakich osób czuje się on komfortowo. Film opowiada o jego problemach w odnalezieniu się w społeczeństwie, więc ukazanie tego w odpowiedni sposób pobudza wyobraźnię widza. Pozwala mu się łatwiej wczuć w głównego bohatera i jego rozterki. Jego problemy.

Więc co, problem niepełnosprawności, a mianowicie głuchoty został odsunięty na dalszy plan, powiecie? Niekoniecznie. Motyw ten przewija się przez cały film i stanowi jego nierozłączną część. Bez niego nie byłoby tego filmu. Bez niego ten film nie byłby tak dobry.

Niestety jedna rzecz mnie nie zachwyciła. Zapytacie co? Muzyka. Ścieżka dźwiękowa była na dobrym, optymalnym poziomie, ale nie była znakomita. Zabrakło motywów, które zapadły by głęboko w pamięć (oprócz tego wspomnianego wyżej). Oczywiście, muzyka potęgowała emocje, była w odpowiednich miejscach, ale brakowało jej przebicia. Przebicia, które spowodowałoby zapamiętanie OST-u na dłużej.


Ostatni ładny obrazek, bo znowu ściana tekstu. Przepraszam.

Czy polecam ten film?

Zajrzeliście na mojego MAL-a? Jeśli tak, to nie musicie czytać mojej odpowiedzi. Po obejrzeniu tego filmu w zeszły piątek (piszę to w poniedziałek) nie miałem serca dać temu tytułowi innej oceny niż 10. Po prostu, wtedy skłamałbym sobie w oczy. Tak chamsko. Patrzyłbym w lustro i miałbym odruch wymiotny. Patrzyłbym na największego kłamcę na świecie. Na samego siebie. Bo po prostu zakochałem się w tej historii. Emocjonalny rollercoaster, jaki dostarczył mi ten film zapamiętam na długo. Łzy wzruszenia, pustka po zakończeniu oglądania… Dawno nie spotkałem się z czymś takim. Jak najszybciej chcę też obejrzeć ten film drugi raz. A moja ocena na ten moment to 10/10 i szczerze? Zawsze broniłem się z daniem pierwszej 10, ale tutaj po prostu, tej oceny raczej nie zmienię.

Tl;dr

Film serdecznie polecam wszystkim. To, że w gatunkach na MAL-u nie ma romansu, nie jest błędem, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Wskazówki co do romansu się pojawiają, lecz są one raczej takie małe i nieznaczące w porównaniu do głównego przesłania filmu, że spadają na drugi plan. To nie romans, to dramat, i tak ja potraktowałem ten film. Świetne ukazanie uczuć bohaterów, problemów osób głuchych czy nękanych przez rówieśników… Wszystko to ujrzycie w tym dziele. Okraszone piękną oprawą wizualną i dobrą muzyką, film ten zasługuje na swoją uwagę i wysoką ocenę na MAL.

(Chyba zostałem fanboy-em)