Legendy z Jervenu - Gra

UWAGA!!!
Gracze wchodzą do gry na WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ(!), deklarując, że zapoznali się z regulaminem gry. Gra może spowodować urazy, zgorszenie i inne niepożądane efekty, za które MG nie ponosi konsekwencji!!!
Życzę udanej zabawy :3

Saki

Zwłoki istoty, której nie umiała rozpoznać wznieciły tylko ciekawość i chęć poznania kim jest istota. Znalazła między innymi kamień runiczny, którego nie umiała rozpoznać. Gdy go chwyciła, przeniosła się do jakiegoś głośnego, suchego, zbudowanego z drewna miejsca, którego nie znała, a w którym przesiadywało pełno podobnych istot do tej, którą znalazła. Saki siedziała przy stole pośrodku dużej sali. Gwar jaki panował w pomieszczeniu spowodowany był głośnymi rozmowami dziwnych istot.

Arthur

Po opuszczeniu szkoły rycerskiej Arthur nie był pewny swojej przyszłości. Świat okazał się znacznie bardziej niebezpieczny, niźli jak go zapamiętał zanim dołączył do kadetów. Zmęczony długim marszem dotarł do niewielkiej wioski, a tam do karczmy. Gdy otworzył drzwi, zapach stęchłego drewna, alkoholu, potu i dymu z ogniska uderzył go w twarz z taką siłą, że zachciało mu się zwymiotować. Jednak opanował się i po chwili wstąpił do gospody.

Iriya

Od kilku dni ukrywała się w tej wiosce. Musiała w końcu zejść do ludzi, by móc w spokoju odpocząć od nawału rozbójników, jacy zaczęli na nią polować w zagajnikach. ukrywając swoje cudowne białe skrzydła pod płaszczem siedziała w starej gospodzie wciśnięta w kąt przy stole w najciemniejszym miejscu, by jak najmniej rzucać się w oczy. Rozglądając się po twarzach zebranych szukała tych, którzy mogli by chcieć jej zagrozić.

Morii

Młoda dziewczyna przywędrowała do wioski z rodzinnej posiadłości oddalonej o niecały dzień drogi. Chęć pójścia w ślady ojca podróżnika i matki, która była jedną z najbardziej znanych bardów w Jervenie, sprawiły, że musiała sama podążyć też ścieżką rodziców. Morii widziała jak jakiś młodzieniec wchodził do gospody, do której sama zamierzała się udać. Wchodząc tam, mało nie zwymiotowała czując okropny odór miejsca. Jednak nie poddała się i zaczęła szukać miejsca dla siebie by usiąść i ogrzać się, bo pogoda na dworze nie sprzyjała jej podróży.

Castelicuus

Udało mu się zgubić pościg, który za wszelką cenę nie chciał mu odpuścić. Jednak tak zapamiętale uciekał że zgubił, też sam siebie. Castelicuus był na jakimś trakcie z dala od miejsca, w którym ostatni raz widział lub nawet słyszał pościg. Trochę przestraszony, wykończony i głody ruszył traktem w nadziei na znalezienie jakiejś wioski, gdzie mógłby się zatrzymać w gospodzie. Nie był w stanie opisać swojego szczęścia gdy ujrzał blisko głównego traktu wioskę. Od razu podjął decyzję o udaniu się do niej. Gdy tam dotarł od razu udał się do gospody. Wchodząc do niej poczuł się jakby był w domu. Znajomy odór i śpiewy pijaków działały nań kojąco. Szybko zajął miejsce przy ladzie, zamawiając potrawkę i pochłaniając ją prawie jednym haustem. Najedzony mógł spokojnie teraz rozejrzeć się po gospodzie sącząc piwo.

-Wreszcie zgubiłem tych zajebanych pacanów, którzy myśleli, że mnie dorwą. - Pomyślałem. - Ale się wystraszyłem jak nigdy, musieliśmy ich rozwścieczyć z moim pożal się boże towarzyszem. Postanowiłem dopić do końca piwo, tego po takim stresie mi teraz trzeba było. Co mogłem robić dalej ? Zobaczy się. I tak ciągle uciekam po tym jak narozrabiam. -Może warto spróbować żyć uczciwie. -Powiedział jakiś głos w mojej głowie. - Stwierdziłem, że odpowiem mu krótko i konkretnie, oczywiście również w myślach. - Zamknij się i daj mi się spokojnie najebać pedale grzeczniutki - Zachichotałem i wziąłem się za wychylanie do przełyku kolejnych łyków piwa.

Castelicuus

Siedząc i sącząc piwo… a raczej jak mu się wydawało jakiś “sikacz” rozejzał się po obecnych w tawernie. Standardowo nie było nikogo ciekawego i już miał zrezygnować z poszukiwań kogokolwiek do rozmowy, gdy jego uwagę przykuło kilka osobowości. Po środku karczmy siedziała… siedziało jakieś glutowate coś, pomiędzy stołami chodził mężczyzna, który posturą wyglądał jak prześladowcy, pod ścianą siedziała jakaś niesamowicie piękna kobieta, a jeszcze jedna podobnie do mężczyzny szukała dla siebie miejsca.

Rozejrzałem się po knajpie. Wylałem resztę piwa, które powodowało mdłości. Rozejrzałem się po knajpie, ale nie miałem zamiaru wchodzić teraz w kontakty z innymi osobami. Pieprzona strata czasu. Wstałem i postanowiłem wyjść z knajpy, trzeba się rozejrzeć po okolicznych terenach i poszukać jakiejś ciekawej roboty. Może by się przebrać za wypędzacza demonów i oszukać mieszkańców wioski, że są opętani i trzeba odprawić egzorcyzm. Uśmiechnąłem się i potoczyłem wolnym krokiem do wyjścia.

Castelicuus

Po wstaniu od stołu, Castelicuus ruszył w stronę wyjścia. Zanim jednak dotarł do wyjścia, wpadł na niego jakiś mężczyzna. Po jego zaczerwionej twarzy i zapachu alkoholu można było wywnioskować, że mężczyzna nie jest trzeźwy. - Co to? - zapytał odwracając się. - Jakiś gnój na mnie wpadł! Wypadałoby chyba przeprosić, huh? - zapytał z udawaną grzecznością, jednak widać był, że chce znaleźć pretekst by komuś przyłożyć.

To, jak ludzie potrafią wytrzymać w takich miejscach zawsze pozostanie dla mnie zagadką. Teraz jednak przydałoby się jakieś miejsce do krótkiego odpoczynku. Potem prawdopodobnie rozejrzę się po wiosce. Teraz przeszedłem się kawałek między stołami i usiadłem w pierwszym wolnym miejscu. Takie karczmy zwykle nie mają nic lepszego do zaoferowania niż alkohol, zamówiłam więc jedno piwo by tak nie siedzieć.

Arthur

Siedząc przy stole rozglądał się po ludziach, jednak zanim zdążył się komukolwiek przyjrzeć podeszła do niego kelnerka. Młoda, na oko siedemnastoletnia dziewczyna podała Arthurowi piwo, które zamówił. Jej nieprzeciętna uroda nie umknęła uważnemu oku kadeta… tak samo jak jej zalotny uśmiech. Miała już się odezwać, gdy nagle usłyszeliście jakiś raban, zwiastujący bijatykę.

Ta pijana szmata chyba nie widziała, że jestem bardziej trzeźwy od niej i dosyć szybki. Nie cierpię ludzi. Strzeliłem temu podczłowiekowi z piąchy najpierw w szyję, a potem w klatkę piersiową, w mostek. Szybko wybiegłem z karczmy. Jakby to gówno zdechło to mogliby mi tu narobić problemów. Jak przystało na cwaniaka, chciałem się szybko ulotnić. Z resztą siedzenie w gospodzie jest dla mnie nieco bezsensowne. Potrzebuję szybko się wzbogacić i zacząć żyć w luksusie. A pomogą mi w tym “bogobojni, dobrzy i cnotliwi” ludzie. W zasadzie w gospodach zawsze można coś od kogoś “pożyczyć”, myślę jednak, że tu wiele nie wskóram. Teraz na jedno mam tylko nadzieję, że pijana szmata zdechnie, ja wtedy będę już daleko.

Castelicuus

Uderzył mężczyznę w szyję, jednak jak na pijaka, ten okazał się zdumiewająco szybki. Jakby się spodziewał, że Castelicuus wykona taki ruch, usunął się i oddał potężnym uderzeniem prosto w twarz. Uderzenie zwaliło Castelicuusa z nóg, sprawiając, że odleciał kilka metrów. Ciepła krew zaczęła cieknąć ze złamanego nosa, a w uszach aż dzwoniło od uderzenia. - Jak śmiesz tak reagować, śmierdzący plebsie! - ryknął pijak. - Jestem Kerk Pięściarz! A ty skurwielu zapłacisz mi za swój brak szacunku! - krzyknął i ruszył w kierunku powalonego przeciwnika.

Wstałem z podłogi i pobiegłem w kierunku wyjścia najszybciej jak umiałem, w mojej profesji nie raz były takie sytuacje, w których musiałem szybko zwiewać przed osiłkami. Pobieglem najszybciej jak potrafiłem, byle dalej od tej knajpy. A jako, że jestem pamiętliwy, obiecuję temu pięściarzowi, jako że wymówił swoje imię, że oberwie zatrutą strzałą, z tym, że jeszcze nie teraz.

Castelicuus

Gdzie uciekasz?! - krzyknął mężczyzna i wybiegł za Castelicuusem, jednak jego wielkość ciała nie dał rady dotrzymać tempa wytrenowanego barda. Biegnąc co sił i lawirując między domostwami nawet nie zauważył kiedy wbiegł na teren opuszczonej farmy, a tam wpadł na młodą dziewczynę. Nie wyglądała normalnie. Miała na oko czternaście lat, jednak uważnemu oku złodzieja nie umknęło obdarte ubranie, oraz siniaki na twarzy i nadgarstkach wskazywały na to, że nie przytrafiło się jej nic dobrego, jednak otarcia na udach dziewczyny nie sprawiały wrażenia nabytych przypadkiem. Leżała przed Castelicuusem próbując się pozbierać; w jej oczach widać było paniczny strach…

Uciekłem temu osiłkowi, biegłem przed siebie, natknąłem się na leżącą i pobitą dziewczynę. Mimo, iż nie przepadam za ludźmi nie mogłem przejść obojętnie obok tak pobitej młodej dziewczyny. Podszedłem do niej, kucnąłem. - Powiedz, co się stało ? Kto Ci to zrobił - Narosła we mnie wściekłość kiedy zobaczyłem, że ktoś w taki sposób potraktował dziecko. Wstałem i wyciągnąłem do dziewczyny rękę, chciałem pomóc jej wstać. Jeśli to będzie konieczne, mogę ją przenieść w bezpieczniejsze miejsce.

Castelicuus

Dziewczyna spojrzała na mężczyznę jakby nie wierzyła w to, że w ogóle istniał. Po chwili, gdy uświadomiła sobie, że nie śni, z jeszcze większym przerażeniem spojrzała na twarz Castelicuusa. Złamany nos i spora ilość niewytartej krwi na twarzy nie dawała zbyt dobrego wrażenia. - Cz… Czego chcesz? - zapytała przerażona kuląc się.

-Nie bój się, nie chcę Ci zrobić krzywdy - odrzekłem - zapewne obawiasz się mojego wyglądu, niestety jakiś czas temu pewien jegomość postanowił mnie uderzyć. Chcę Ci pomóc, nie zostawię Cię samej. Nazywam się Castelicuus i ponawiam pytanie, co Ci się stało, powiedz też jak masz na imię ? - Spróbowałem się uśmiechnąć do dziewczyny, cały czas trzymałem wyciągniętą w jej stronę rękę. - Możesz wstać ?

Castelicuus

Uśmiech wywarł wręcz inny skutek, niż było to zamierzone. Zakrwawiona twarz wydawała się wręcz upiorna. Dziewczyna jeszcze bardziej si skuliła, jednak zatroskany wyraz twarzy pozwolił jej na cień nadziei. Podała rękę mężczyźnie i pozwoliła sobie pomóc ze wstaniem. Po chwili ciszy spojrzała Castelicuusowi prosto w oczy i wybuchła płaczem opowiadając mu wszystko co się stało. - Mam na imię Nerrita. Mieszkam w tutejszym przytułku dla sierot. A raczej mieszkałam. Wczoraj miałam swoje piętnaste urodziny, czyli dla nich jestem już pełnoletnia, więc powiedzieli,że mam się wynosić i radzić sobię sama. Przybyłam na tą farmę by znaleźć człowieka imieniem Kerrian. Podobno on pomagał innym sierotom, które wyrzucono z przytułku. Jednak zanim zdążyłam do niego dotrzeć wpadłam na jakiegoś typa. On… jakby na mnie tutaj czekał. Pobił mnie, a potem powiedział tylko “Tu masz urodzinowy prezent od Pięściarza!” i… on… on mnie… - wpadła w jeszcze większy płacz na samo wspomnienie tamtej strasznej chwili. - Proszę… pomóż mi doprowadź mnie do Kerriana. On będzie wiedział co na to poradzić. Ma też jakieś akcesoria, które można dostać tylko u niego. On na pewno ci jakoś wynagrodzi pomoc mi. - powiedziała wtulając się w Castelicuusa, jakby szukając w nim ochrony przed złem jaki ją spotkało.

Gdy tylko weszłam poczułam straszny odór ale nie miałam innego wyjścia chciałam się ogrzać i coś zjeść. Wzrokiem zaczęłam szukać młodzieńca , który wszedł przed mną. Skoro mam siedzieć w tym chlewie lepiej kogoś poznać , a może nawet trochę poflirtować , aż się na samą myśl uśmiechnęłam.

Morii

Wchodząc do karczmy, o mało nie została stratowana przez jakiegoś ogromnego typa wybiegającego z niej i drącego się nie wiadomo było na co lub na kogo. Nie oglądając się na typa, Morii weszła do karczmy rozglądając się za mężczyzną, którego widziała jak wchodził do karczmy. Zauważyła go siedzącego w centralnej części karczmy, w sytuacji jak kelnerka rozpoczynała z nim flirtować, wykorzystując okazję podawania mu piwa.

Niedaleko wejścia panowało lekki zamieszanie. Jednak tylko przelotnie spojrzałem w tamtą stronę. W końcu, w takim miejscach to pewnie normalne, że ktoś się spije a potem awanturuje. Na szczęście szybko się uspokoiło. Uśmiechnąłem się łagodnie do kelnerki.

  • Pewnie często macie tutaj takie sytuacje, prawda? - zapytałem się jej.

Arthur

Niestety, odkąd pojawił się ten cały “pięściarz” mamy coraz częściej takie sytuacje. Ale nie przejmuj się panie czymś takim. Już go nie ma, a w tej wiosce znajdują się znacznie ciekawsze rzeczy do robienia i oglądana. - odpowiedziała i zalotnie uśmiechnęła się do kadeta. - Mam na imię Lenôr. A jak ciebie zwą panie? - zapytała, jednak choć się starała, nie potrafiła ukryć narastającego zainteresowania Arthurem.