Light Novel by Egil

Postaram się dodawac nowe rozdziały conajmniej raz w tygodniu :3
Ma ktoś pomysł na tytuł?

Tom 1




Nazywam się Ferlucy. Jaka jest więc twoja odpowiedź?
Nie.
Słucham?
Nie. Jaki jest sens bycia Bogiem? To musi być najnudniejsze zajęcie wszechczasów… Zero wyzwań, brak kogoś do rozmowy… Tylko pustka. W końcu Bóg może wszystko c’nie?
Rozumiem. A co jeżeli zmienilibyśmy warunki?
To znaczy?
Będziesz mógł pozostać na ziemi, jednak, skoro nie połączysz się z eterem, a twoje ciało będzie twą przeszkodą, twa moc zostanie silnie ograniczona.

Widzę, że się dogadaliśmy.
Czego chcesz w zamian?
Przysługi.

Rozdział 1

P.A.M.

  • Jak myślisz? Dlaczego poświęciłem tyle czasu aby ich wyszkolić? Nie zawieraj paktu z prawdziwym diabłem!

Głęboki oddech. Jeszcze jeden.
A psik!
Boska moc powinna być odporna na alergie…
Trzeci, najgłębszy wdech dla uspokojenia.
Spojrzałem na połać zieleni rozciągający się przede mną. Działka z tyłu domu od ponad roku stała niezagospodarowana. Po co ojciec ją kupił? Znajdował się tu tylko mały ogródek mojej mamy. Nic więcej. Z tyłu zaszczekał do mnie pies.

  • Spokojnie Demon, skończę i cię wypuszczę – odpowiedziałem mu, na co ten zaczął skakać dookoła swojej budy.
    Głupek.
  • No… Czas się brać do roboty.
    Trenowałem przez cały miesiąc, musi wyjść za pierwszym razem.
    Zamknąłem oczy i wciągnąłem powietrze. Wzniosłem ręce i trzymałem je w pewnej odległości od siebie, jakbym trzymał w nich coś dość dużego. Ciarki przebiegły przez moje ciało. Zdawało mi się, że końcówka każdego mojego palca płonie. Utrzymując w nich moc, opadłem na prawe kolano i uderzyłem rękoma w ziemię. Kilka sekund, w których wygądałem jak idiota, który własnie odprawił jakiś taniec wiosny. Małe trzęsienie. Ogromna połać ziemi uniosła się na cztery metry po czym zaczęła się obracać, przybierając kształ kuli.
    Nie, to bezsens.
    Kula opadła, rozwalając sie na kawałki, obrzucając mnie ziemią i kamieniami. W porę ustawiłem przed sobą barierę., ale ogródek nie miał już tyle szczęścia.
    Oj.
    Westchnąłem.
    Jak ona ma wyglądać.
    Zamknąłem oczy i starałem się skupić moją wyobraźnie.
    Wieża? Nie… Zbyt mainstreamowe. Mówienie mainstreamowe też jest mainstreamowe. To znaczy, zę… Wróć! Nie o tym myślę! Kształt, kształt… A może, niech przypomina akademię? Ale tu nie ma miejsca na dziedziniec… Niech będzie w środku! Zagnę przestrzeń i się zmieści! Nie umiem zaginać przestrzeni… Mo!
    Usiadłem na ziemi.
    Myślże człowieku! Człowieku? Bogu? Demonie… Tak, to najtraf~Wróć! Jak ma wyglądać? Argh! Walę to!

    ***

    Półtora miesiąca temu spotkałem Diabła. Zyskałem moc, która uczyniła mnie chyba najpotężniejszą żywą istotą na ziemi. A przynajmniej najpotężnijszą ludzką istotą. W zamian za to, zaprzedałem duszę… Chyba. Postaram się zrobić coś, aby nie dać sie mu tak łatwo. Ale to później.
    Przez ostatni miesiąc rozsyłałem fale energii magicznej na cały świat. Każda fala miała wgrane jedno zadanie – znaleźć nosiciela i się w nim zagnieździć, tym samym tworząc w nim odnawialne żródło mocy, z którego mógł czerpać.


    ***

    Och… Jakiż ja jestem chojny…
    Wstałem, wziąłem głęboki wdech i znów wykonałem taniec wiosny.
    Ziemia zadrżała.
    Że też straż tego nie rejestruje…
    Strzelista wieża wydobyła się z gruntu i poszybowała w górę, na wysokość trzeciego piętra.
    Machnąłem ręką, a jej podstawa opadła , pozostawiając sam, jedno piętrowy czubek w powietrzu. Znów przekierowałem moc ku ziemi, by po obu stronach, licząc od wierzy, w odległości około dziesięciu metrów wyrosły łukowate kolce, które zbliżyły się do wiszącej w powietrzu budowli. Skumulowałem moc i przeniosłem je na krańce kamiennych filarów. Powinny utrzymać latający obiekt.
    Eto… Co teraz?
    Usłyszałem dźwięk syren z najbliższego posterunku straży pożarnej.
    Szybcy nie są, ale pomysł dobry, trochę obrony.
    Taniec wiosny.
    Wokół całej łąki wyrosły kamienne, trzy metrowe, czarne mury, odgradzając mnie od reszty świata – poza niebem – i zostawiając z łukowatą budowlą.
    Teraz budynek główny…
    Napełniłem grunt nową dawką mocy, zmuszając go, aby utworzył wielki sześcienny blok, unoszący się dwa metry nad ziemią, używający kamiennych kolców, jako podpór. Ogólnie miał tylko parter i jedno piętro, ale wielkością dorównywał przeciętnej szkole. Skupiłem się i zacząłem drążyć w nim korytarze i pokoje. Trwało to długo. Wystarczająco, aby policja i straż znalazły się pod moim domem. Syreny nieco mnie dekoncentrowały, ale dawałem radę.
    Wiedziałem, że obserwują dziwne zjawisko, nie mając pojęcia co się dzieje.
    Skończyłem drążyć pomieszczenia, a nadwyżki ziemi użyłem, do stworzenia drugiego piętra, o okrągłym kształcie. Nad nim nadal unosił się kawałek wierzy. Starałem się zrobić wszystko, aby nie dotykał on niczego poza powietrzem. Krzyki niedowierzania dosięgły mnie spoza muru. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Kto nie lubi być doceniany?
  • Jeszcze chwila! – krzyknąłem z rozbawieniem, po czym zacząłem tworzyć wiązania między ziemią, utwardzając całą budowle. Oczyściłem i rozgrzałem piach, tworząc z niego szkło.
    Cholera, zapomniałem.
    Zamknąłem oczy i skupiłem się. Krzyki dobiegły mnie na moment wcześniej. Po sekundzie dostrzegłem nadlatujące drzewo. Rozerwałem je w powietrzu i użyłem do stworzenia ram w oknach. Po chwili namysłu sprowadziłem jeszcze kilka drzew i odłożyłem je obok wewnętrznej strony muru. Tłum zdawał się rosnąć na sile. W oddali widziałem nadlatujący helikopter.
    Media! Tak, przydadzą się!
    Z uśmiechem na ustach zacząłem drążyć piwnice i lochy. Po minucie dałem sobie spokój, pozostawiając pod ziemią krótki korytarz i pojedynczy pokój.
  • Później się zrobi.
    Prace wykończeniowe.
    Wydobyłem spod ziemi wielkie kamienie i ułożyłem je na kształt latających schodów. Skumulowałem w nich energię, aby mogły się utrzymywać bez mojej ingerencji. Wszedłem na pierwszy stopień i ze śmiechem wbiegłem przez framugę.
  • O! Drzwi!
    Zostawiłem trzask łamanego drzewa za moimi plecami, po czym skierowałem się na drugie piętro. Usiadłem na środku korytarza i skupiłem się na tworzeniu krzeseł i ławek. Kawałki drewna wlatywały przez otwarte okna, ustawiając się na swoich miejscach, tworząc… Miejsca dla uczniów. Wyciosałem parę ozdobnych run i wyskoczyłem przez okno. Utrzymując powietrze pod sobą, lekko opadłem na ziemię.
    Zapomniałbym!
    Ostatni raz skupiłem moc w ziemi, spijając ją ze sobą. Utworzyłem kamienną podłogę wokół akademi. Postarałem się, aby wychodziła również nieco poza mury.
  • No! To koniec!
    Uniosłem cały budynek nieco wyżej, dorobiłem dodatkowe schody i przesłałem moc do czubka latającej wierzy. Cała akcja trwała jakąś godzinę, ale opłacało się. Zakrzywiłem światło wokół siebie i zmieniłem zwrot oraz siłę otaczającego mnie powietrza, dzięki czemu niezauważenie przedostałem się na czubek akademi. Władowałem jeszcze raz ogromną część mocy do latającej wieżyczki i stworzyłem barierę, mającą być jedyną obroną akademii. Z uśmiechem na ustach obserwowałem przez chwilę ludzi, zebranych przed murem, którzy z niedowierzającymi wyrazami twarzy i ze strachem obserwowali coś, co zdawało się niemożliwe. Mury zaczęły pękać i powoli się rozsypywały. Opadający gruz zbierałem i ściskałem ze sobą, tworząc zwartą masę kamiennych cegieł, które z kolei ustawiły się na kształt fontann. Z każdej po chwili wyprysnęła woda.
    Przestałem bawić się światłem, a gdy tylko reporterka w helikopterze zauważyła to i skierowała na mnie kamerę krzyknąłem.
  • Witajcie na otwarciu Pierwszej Akademii Magii!

Wieża - http://pl.wikipedia.org/wiki/Wieża
wierzy - http://pl.bab.la/koniugacja/polski/wierzyć

później przeczytam jeszcze raz :3

Dysortografia! >.<

ja mam dyskalkulie, a na stoisku pieniążki wydawałam XD nie ma wymóweeek~ no i to zmienia sens wypowiedzi całkowicie XD

No to zasadnicze pytanie… Mam probować kontynuować tą novelkę i prowadzić następne rozdziały?

Trochę mi tu śmierdzi TS z tego sezonu xD

czemu się nas o to pytasz?
czyta się nawet spoko, tylko kilka błędów jest, ale to e tam :P to ty piszesz, to twoja historia :3

Trochę dziwna ta historyjka jak dla mnie.

a) Raczej nie TS… jedynie lubię motyw magicznej szkoły.
b) Pytam was, bo pisze się nie po to, aby napisać, a aby ktoś przeczytał.
c) A dokładniej ao?

Strasznie rozszarpana ta historia. Ogólnie zwykle na początku każdej historii jest jakiś wstęp w którym chociaż pobieżnie się wprowadza do fabuły która nas czeka. A tutaj mamy takie wejście że nie wiadomo o co biega nawet.i jedziemy z “koksem” od razu i to takim grubym że trochę WTF

Tak właściwe, to takie sao zaczyna się też od środka…

A dla mnie właśnie ten zabieg tępiony przez Aoi’ego jest strzałem w dziesiątkę i osobiście bardziej mnie taki początek wciąga niż powolne, kilkustronicowe wprowadzanie w fabułę, z któą przecież można czytelnika później stopniowo oswajać. W jaki sposób ma mnie niby zaciekawić historia, w której od razu wszystko mam podane na tacy? Daję okejkę i czekam na więcej. :D

  • do tych nielicznych błędów wskazanych przez Niko dodam jeszcze wyraz chojny. #humaniścinieśpią!

Alison nie tępię tego, jedynie sądzę że Egil zbyt okroił to wszystko. Mógłby chociaż np troszkę rozwinąć co z czego się wzieło ;p a tutaj ktoś dostaje jakąś moc magiczną i twierdzi że ją rozesłał po całym świecie i zaczął tworzyć zamek z drewna i ziemi, no cóż tu akurat Egil mogłeś się jednak bardziej popisać swoją wyobraźną i jakoś to fajnie stworzyć a nie tak troche prosto, magia nie jest taka prosta. A tak to nie miałbym tak na prawde nic do tego wstępu gdyby Egil napisał troche wiecej co i skad się wzieło. Ale póki co jak na początkującego 5/10 z dozą do podniesienia oceny wraz z rozwojem histori, bo akurat ona jest fajna ^^ więc czekam na kolejne dopisy ;]

Ej tak oceniacie jego rozdział, że może ja też swój powinnam wrzucić i dowiedzieć się w końcu jakie błędy robię ;-;!

Ja nie mam czasu na takie coś, ale po egzaminie inżynierskim czemu nie?

Aoi, pamiętaj, że to jest pierwszy rozdział, nie możesz mieć tu całej historii. Wszystko zostanie opisane tak dokładnie jak to potrafię. Dosłownie! W końcu jest to szkoła :d

Dzięki ali :3

Niko, śmiało, z tego co pamiętam, to była nawet nawet, poza brakiem epitetów i mieszaniem większym niżeli u mnie. :3

Dobra Egil jest całkiem nieźle, jeśli będziesz dalej to pisał to w wolnej chwili chętnie na to zerknę xD
PS: Jeszcze do TS podobne tym że ten kolo pewnie zostanie dyrektorem, a jak to było w TS to on zajmował się chyba budową i na pewno naprawą szkoły xD dlatego tak sobie skojarzyłem :P

Mi się podoba. Jestem ciekaw co będzie dalej.
A zawsze można przecież zastosować retrospekcje, by wyjaśnić jakiś wątek lub ukazać historie bohatera.
Kiedy następna część?

za parę dni… nie mam czasu aktualnie wiele - tego też pbfa nie prowadzę… gomen.

TOM 1

[i]-Co jest?

  • Ognik? To są te… no… Fałszywe światła, nie? Ale to chyba na bagnach się je spotyka czy coś…
  • Ty, to się zbliża…
  • Ja bym to nazwał duszą.
  • O czym ty mówisz? Odsuń się od tego!
  • Dziwne, niby ogień a zimn… Au!
  • Co jest? Gdzie to znikło?
  • Nie wiem…
    [/i]

Rozdział 2
Orthros, Brodacz a przedewszystkim wróżka.

  • Jesteś pewien, że to jest to?
    Stałem przed jakimś kamiennym, małym budynkiem, zrobionym, lekko ujmując – na odpierdol.
  • No niby, w internecie też tak wyglądał.
  • Ale taka szkoła to chyba powinna jakoś wyglądać nie? Jakiś zamek czy wielka biblioteka…
  • Podobno powstała ledwo parę dni temu, a dyrektor jest opisywany jako ktoś nienormalny, więc czego chcesz? – Spojżałem na znajomą z ukosa.
  • No ale… Dobra, niech będzie, brak mi argumentów.
    Ruszyłem przed siebie, a Felicja podążyła za mną.
    Głuchy huk.
    Obejżałem się przez ramię i zauważyłem swoją przyjaciółkę zastałą w pół kroku.
  • Co ‘est?
    Nic, najmniejszego ruchu, nawet jej klatka piersiowa się nie poruszyła.
    Poczułem lekką falę gorącej paniki przechodzącą przez moje ciało.
  • Freya?
    Podszedłem do dziewczyny i pacnąłem ją w policzek. Jej ciało upadło na ziemię, zanim zdążłyłem zareagować. Było niczym posąg.
  • Freya! Co do cholery?!
    Zza pleców doszedł mnie głos, przywodzący mi na myśl jakiegoś lektora z filmów.
  • Witam nowego ucznia, Pan raczy za mną.
    Obejrzałem się w stronę, z której do mnie mówiono z krzykiem.
  • Pmo~
    Nikogo nie było. Tylko jakiś pies wąchający zielony krzaczek.
    Szybko rozejrzałem się wokół w poszukiwaniu kogoś kto pomógł by mi… Ożywić Felicję? Nie! Nie ożywić! Ona z pewnością żyła. Nie mogła tak po prostu umrzeć…
  • Chłopcze ruszysz się w końcu?
    Zza czarno-białej głowy psa wyłoniła się kolejna, również owczarka niemieckiego.
    To szkoła magii.
    To jeden z tych psów do mnie mówił.
  • Możesz mi pomóc? Proszę!
  • Z czym? – Pysk zwirzęcia się nie otwarł. Jego głos rozbrzmiał w mojej głowie. Nie miałem czasu się nad tym zastanawiać.
  • Z nią!
  • Nie zostałem do tego upoważniony.
  • Oj nie przesadzaj, widzisz przecież, że przyszła tu z nim. – Inny głos zaczął odbijac się w moich skroniach.
    Lekkie warknięcie.
  • Jeśli chcesz możesz ją ze sobą zabrać, później zobaczymy co da się zrobić.
  • Chodźmy więc. - Pies odwrócił się.
    Pies?
    Orthros!
    Stałem nachylony, trzymając Felicję w rekach. Byłem na terenie szkoły od jakiejś minuty. Maksymalnie dwóch. Zamarłem
    Dwie głowy odwróciły się jednocześnie.
  • Idziesz czy nie?
  • Idziesz czy nie?
    Dwa głosy rozbrzmiały w mojej głowie, jeden za drugim.
    W lekkim szoku podniosłem moją skamieniałą przyjaciółkę. Starałem się utrzymywać ją nie tylko rękami, ale i magią. Inaczej przeniesie jej gdziekolwiek w obcenym stanie graniczyłoby z cudem przy moich możliwościach fizycznych.
    Pomogą jej.
    Ruszyłem za Orthrosem.

Magiczny pies wszedł do budynku szkoły. Kamienne, nierówne ściany, niedbale wyciosane drewniane drzwi, podłoga ze starych desek. Jeszcze nigdy nie widziałem tak okropnego budynku. Nieważne.

  • Freya… – Szepnąłem i spojżałem w jej puste oczy.
    Gdy mój wzrok chciał znó złapać w zasięg psa, ze strachem stwierdziłem, że go zgubiłem. Ale jak? Korytarz szedł prosto w obie strony przez jakieś dwadzieścia metrów…
  • Przecież ten budynek nie jest tak wielki…
  • Idź prosto.
    Głos odbijał się po mojej czaszce.
  • W lewo. Jeszcze raz. Pierwsze z prawej.
    Nacisnąłem na klamkę masywnych, wyjątkowo zadbanych drzwi.
    Moim oczom ukazał się fikuśny pokój. Nie miałem jednak czasu się mu przyglądać.
  • Witam! Miło mi Pana gościć!
    Mężczyzna z pulchną twarzą, długimi ciemnymi włosami i gęstą, niezadbaną brodą siędział za biurkiem. Jego oczy były niemal całkiem zamknięte. Obok wielkiego biurka siedział dwugłowy pies.
  • Prosze o pomoc!
  • W czym, jeśli można spytać?
    Zrobiłem wielkie oczy, jakby nie chcąc uwierzyć w te pytanie. Przecież zaraz obok mnie stała skamieniała dziewczyna! A on pyta o co chodzi? Miałem niemal wybuchnąć gdy mi przerwał.
  • Spokojnie, spokojnie. – Na jego twarzy zagościł wielki uśmiech. – To się… Zdarza. A dokładniej, gdy osoba bez zalążka próbóje przejść barierę.
  • Czyli wie Pan, co się jej stało.
  • Tak tak, to tylko zaklęcie ochronne. Petryfikuje wszystko co dotknie bariery.
    Kamień spadł mi z serca. Odetchnąłem głeboko. Felicji nic nie było. Po prostu nie dotknęła wtedy tej duszyczki i nie miała mocy.
    Pacnąłem się w czoło. To oczywiste, że szkoła magii musi mieć jakieś zabezpieczenia.
  • Może pan to odwrócić? – zapytałem z pełnym spokojem.
  • Nie.
    Wryło mnie. Stałem równie nieruchomo jak moja przyjaciółka.
  • Ale mogę odczynić… W pewnym stopniu.
  • Słucham?
    Mężczyzna wstał. Był raczej średniego wzrostu i z pewnością „cierpiał” na nadwagę. Nie mogłem się oprzeć, że był młodszy niż na to wyglądał.
  • Odwrócić, znaczy, że musiałaby się ruszać bardziej niż normalnie, tak jakby przyśpieszać. Rozumiesz.
    Nie rozumiałem.
  • No więc przyjmijmy, że jej prędkość poruszania ma wartość jeden. Aktualnie wynosi ona jednak jedną tysięczną… A przynajmniej powinna, jeżeli zaklcie dobrze działa. Więc, gdybym odwrócił ten efekt, musiałaby poruszać się z prędkością o wartości tysiąc. Najprawdopodobniej zginęłaby wtedy w ciągu kilu setnych.
    Zrozumiałem.
  • Ale jesli o odczynianie chodzi, to inna sprawa, z łatwością mogę przywrócić jej prędkości wartość jeden.
    Czy ten koleś czepiał się o takie drobiazgi jak dokładne użycie słownictwa?
  • Ale będzie to miało efekt uboczny. Powiedz, skoro przyszliście oboje, również oboje mieliście zamiar tu zostać?
  • Ja tak, a Felicjia… Powiedzmy, że zawsze czuła się wolna, więc nie określiłbym tego słowem zostać…
  • Macie pozwolenie rodziców? – jego uśmiech wraz ze słowami wkuły się w moje sercę. Wyglądałem na tak młodego?
  • Tak – wycedziłem.
  • Słodko!
    Słodko? Co?
  • A więc bierzemy się za odczynianie. Oh, najpierw tu podpisz!
    Z biurka uniósł się jakiś papier i podleciał do mnie. Zaraz za nim powędrowało czarne pióro. Nie takie atramentowe. Normalne pióro. Gęsie.
    Chwyciłem je i przyłożyłem do papieru. Stanąłem przed dylematem natychmiastowego podpisania i szybkiego obudzenia Felicji, a przeczytaniem dokumentu, aby wiedzieć na co się zgadzam.
    Mężczyzna z westchnieniem wyjął mi z ręki pióro i wbił je w moją rękę. Nie wiem, czy bardziej zdumiał mnie ten akt, czy fakt, że pióro gładko przebiło skórę i mięso.
    Z niedowierzaniem spojżałem na niego.
  • Podpis wyłacznie krwią. To magiczny dokument, inaczej jest nieważny.
    Cyrograf.
    Wyjąłem pióro z ręki, a rana natychmiast się zasklepiła. Wiedziałem, że nie mam wyboru i miasiałem się zgodzić na warunki w dokumencie. Inaczej mężczyzna by mi nie pomógł.
    Kotori Fusta.
    Pergamin odleciał ode mnie razem z zakrwawionym pierzem.
  • Dziękuję. Później pozwolę ci go przeczytać.
    Z jeszcze większym uśmiechem na twarzy, podniósł w górę ręce i i zamknał oczy.
    Czułem jak wokół mnie wzbiera się ciepło. Zawsze gdy ja próbowałem używać „magii”, czułem jedynie zimno. Czyżby to przez różnicę w naszych umiejętnościach? Przez chwilę przemknął po mnie piekielny gorąc. Nie powstrzymałem się od krótkiego krzyku.
    Czarodziej otworzył oczy i położył dłonie na ramieniach Felicji. Niebieskie i czerwone nici energii oplotły jej ciało, które zaczęło się zmniejszać. Zmniejszać. I zmniejszać. Zanim zdołałem zrozumieć co się dzieje moja przyjaciółka miała jakieś piętnaście centymetrów wzrostu. Czrodziej położył ją sobie na dłoni i podniósł na wysokość mojej twarzy.
  • Zanim wybuchniesz złością, musisz wiedzieć, że utrzymanie ruchu niemagicznej istoty w tej szkole wymaga ogromnych pokładów energii.
    A więc ją zmniejszył. Lekko ostygłem.
  • Nie zamierzam marnować swojej, więc zmniejszyłem jej rozmiar i oddałem większość ciężaru do innego wymiaru. Chwilowo nie musisz tego rozumieć. Odwrócił się i machnał ręką abym podszedł z nim do biurka.
    Nabuzowany wykonałem jego polecenie. Nie jestem pewien dlaczego. Pewnie podświadomie wiedziałem, że muszę go posłuchać. Trzymał życie Felicji w garści i to dosłownie. Delikatnie postawił dziewczynę na biurku i odwrócił się do mnie.
  • Jak mówiłem, nie zamierzam używać własnej mocy do utrzymywania jej w ruchu. Sam nie dałbyś rady przekazać jej ciału wystarczającej energii, aby mogła się swobodnie poruszać, jednocześnie się nie zabijając. Dzięki zmniejszeniu jej fizycznych wymiarów ograniczyłem jej pobór energii. Rozumiesz?
    Potaknąłem
    Uśmiechnął się przyjaźnie.
  • Spróbój przenieść na nią trochę mocy. Jestem tu, więc nawet jeśli jej nie kontrolujesz, powstrzymam cię od przesady.
    Potrafiłem kontrolować swoją moc. Przynajmniej tak mi się wydawało. Skierowałem rękę w jej stronę i starałem się przeprowadzić żyłki z energią w jej stronę.
  • Nie tak.
    Przerwałem skupienie i spojrzałem w oczy mężczyzny. Byliśmy tego samego wzrostu. Nie wiem dlaczego akurat wtedy przyszło mi to na myśl.
  • Musisz jej dotknąć.
    Położyłem rękę na białych włosach mojej przyjaciółki. Wyglądała jak jakiś żołnierzyk z zestawu dla dzieci. Przeprowadziłem energię prosto do jej ciała.
    Przewróciła się.
    Sama. Po prostu się potknęła .
    Spojżała na mnie.
  • Nie krzyczysz?
  • Jestem jedynie wkurzona. Czemu mam być tak mała? Zrób coś z ta barierą! To okropne.
    Oniemiałem.
  • Wszystko słyszała i widziała. – odezwał się brodacz. – Na razie taka zostaniesz. Możesz o to obwiniać jedynie mnie. To w końcu mój błąd przy tworzeniu bariery. Ale spokojnie! Nie jesteś jedyna. Przed wami pojawiło się już paru innych uczniów, część z nich znalazła się w podobnej sytuacji.
  • Jak mam wrócić do normalności?
  • Nie wiem
  • Co?!- to ja krzyknąłem.
    Mężczyzna wzruszył ramionami.
    -Tak jakoś wyszło… Ale coś wykombinuję. A póki co, aby ułatwić ci poruszanie się w tym ciele, zagramy w pewną grę.
  • Słucham? – Felicja pluła jadem.
  • Dokładniej w koło fortuny!
    Facet poszperał w szufladzie i wyciągnął z niej małe kółko z różnymi obrazkami zwierząt i napisem „Evolve”. Było przytwierdzone do kawałka metalu. Postawił całość na biurku obok Felicji.
  • Zakręć.
    Z przymróżonymi oczyma dziewczyna nienawistnie pchnęła w koło, a te zaczęło się powoli odwracać.
    Zatrzymało się na obrazie ptaka. Po chwili jednak przeskoczyło na napis.
  • Oh! No proszę! Cóż za szczęście! Możesz sama wybrać! Które z tych zwierząt lubisz najbardziej?
    Po lekkim pomyślunku Felicja wycedziła słowo „kot”. Pies obok biurka prychnął.
  • Dotknij więc koła.
    Gdy tylko palce mojej przyjaciółki dotknęły drewnianej obręczy, pod jej włosami coś poruszyło się, a ze spodni wysunął się „długi” biały ogonek.
  • Witam was w szkole magii! Uczniu oraz Wróżko.