Opowiadania Lilki


#1

Zdecydowałam się na udostępnienie tutaj mojego opowiadania. Zostało napisane jakieś pół roku temu i od tego czasu leżało sobie na moim twardym dysku. A teraz w końcu będzie mogło zobaczyć światło dzienne ^^

“Syn Kolegi”

Kolega z pracy poprosił mnie ostatnio o przysługę. Jego syn mieszka z jego byłą żoną i odwiedza go co drugi weekend. Zawsze przyjeżdżał do niego w piątek wieczorem, jednak w tym tygodniu mojemu znajomemu wypadł wyjazd służbowy i wracał dopiero w sobotę rano, co okazało się gdy już chłopak wyjechał z domu. W dodatku mieszkał on na drugim końcu kraju, więc kazanie mu jechać w tę i z powrotem tyle czasu byłoby podłe. Cały opis sytuacji był skomplikowany i kiedy kolega mi go tłumaczył, ledwo zrozumiałem o co mu chodzi. Ale to właśnie udało mi się wywnioskować. W każdym bądź razie zostałem poproszony o przenocowanie dzieciaka. Ma on już szesnaście lat i nie powinno być z nim problemu, a w dodatku jego ojciec odbierze go od razu jak będzie wracał. Tak właściwie to nie jest dla mnie żaden kłopot. Mieszkam teraz sam i mam wolny pokój, a trochę towarzystwa może mi się przydać. Więc się zgodziłem.

W dniu, w którym chłopak miał przyjechać postanowiłem wybrać się na małe zakupy. Skoro będę miał gościa, to wypadałoby przygotować porządną kolację zamiast zamawiać jakiegoś fast fooda, jak to mam zwykle w zwyczaju. To jeszcze nastolatek, więc pewnie potrzebuje jeść dużo zdrowych rzeczy. Powinienem chyba kupić głównie jakieś warzywa. Tylko co można takiego przygotować z warzyw. Może po prostu jakieś kanapki. Z gotowania jestem kiepski, więc pewnie nic innego i tak by mi się nie udało zrobić.

Chłopak ma na imię Artur, za kilka miesięcy będzie miał już siedemnaście lat. Niedawno zaczął chodzić do liceum i nienawidzi, kiedy traktuje się go jak dziecko (chyba każdy nastolatek tego nienawidzi). Jest małomówny, lubi kryminały i rzadko sprawia problemy. Tak się akurat składa, że mam nagrane na płytach pełno różnych filmów kryminalnych i sam też jestem ich fanem, więc na pewno się dogadamy.

Tuż przed dziewiętnastą pojawił się przed moim domem. Określenie przeciętny idealnie by do niego pasowało. Średniego wzrostu, szczupły, o brązowych oczach i blond włosach. Nie miał żadnych znaków szczególnych. Niczym się nie wyróżniał. Gdybyś zobaczył go w tłumie, to od razu byś o nim zapomniał.
Uśmiechał się nieśmiało i sprawiał wrażenie trochę niepewnego. Ale to chyba nic dziwnego, w końcu ma spać w domu nieznajomego trzydziestolatka. Miał ze sobą małą torbę podróżną, którą poleciłem mu na razie zostawić w korytarzu i zaprowadziłem go do kuchni. Zdążyłem już przygotować górę kanapek, a chłopak sam przyznał, że był głodny po podróży, więc od razu zjedliśmy kolację. Zacząłem rozmowę na temat kryminałów, którą prowadziło nam się bardzo przyjemnie. Kiedy zaproponowałem mu obejrzenie któregoś z moich filmów, od razu się zgodził. Zrobiłem dla nas po kubku ciepłej herbaty i poszliśmy oglądać.

Po dwudziestej pierwszej zadzwonił do mnie mój kolega. Wypytał mnie, czy z Arturem wszystko w porządku, czy bezpiecznie dotarł, zjadł kolację i o podobne rzeczy. Zachowywał się jak zatroskany ojciec, co mnie trochę rozbawiło, bo w pracy nigdy nie dawał po sobie takiego wrażenia.
Po dwudziestej trzeciej skończyliśmy oglądać film. Artura odesłałem pod prysznic, a sam poszedłem naszykować mu łóżko.
Po dwudziestej czwartej obaj już spaliśmy. Artur w pokoju gościnnym, a ja we własnym. Czułem się zmęczony, jednak byłem zadowolony z dzisiejszego wieczora. Znam bardzo mało ludzi, którzy mają takie same zainteresowania co ja, więc rozmowa z kimś na ten temat bardzo mnie uszczęśliwia.
Po drugiej w nocy nagle się obudziłem. Bardzo chciało mi się pić, więc postanowiłem udać się do kuchni i zrobić sobie herbatę. Po drodze mijałem pokój gościnny, więc starałem się iść najciszej jak mogłem, by nie obudzić Artura. Siedziałem w kuchni i powoli popijałem herbatę. Kiedy skończyłem udałem się z powrotem do łóżka. Przechodząc przez korytarz rzuciła mi się w oczy torba chłopaka, która wciąż tam leżała.
Po trzeciej w nocy znowu się obudziłem. Zza drzwi dobiegały jakieś dziwne dźwięki. Trochę mnie to zaniepokoiło, zwłaszcza że nie byłem w stanie w jakikolwiek ich określić. Nie miałem pojęcia co to było, jednak byłem pewny, że nie jest to moja wyobraźnia. Postanowiłem sprawdzić pochodzenie tych dźwięków. Podszedłem do drzwi i delikatnie je uchyliłem. Dźwięki stały się głośniejsze. Byłem pewny, że dochodzą gdzieś z korytarza, jednak było w nim zbyt ciemno, bym mógł coś dojrzeć. Lecz teraz mogłem się bardziej wsłuchać. Przysłuchując się przez chwilę przyszła mi do głowa tylko jedna rzecz, która mogła wywołać takie dźwięki.
Wygląda na to, że jakimś cudem do mojego domu dostały się myszy. Tylko właśnie jakim? Westchnąłem, wyszedłem na korytarz i włączyłem światło. Jeśli to dziadostwo krząta się gdzieś tutaj, to może uda mi się to złapać. Muszę jednak uważać, by nie obudzić Artura.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Torba leżąca na korytarzu delikatnie się poruszała. Czyli tam się gryzoń schował. Ostrożnie i powoli poszedłem do kuchni, wziąłem puste pudełko, które będzie robić za tymczasowe więzienie dla myszy i wróciłem na korytarz. Na szczęście zwierzątko nie uciekło ze swojej kryjówki. Klęknąłem przy torbie, przystawiłem pudełko obok miejsca, w którym prawdopodobnie znajdowała się mysz i szturchnąłem w nie, próbując ją wywabić. Nie udało się, jednak klapka od małej kieszonki z boku delikatnie się podniosła. Cholera, jakim cudem ona tam wlazła? Muszę ją szybko zabrać, by nie zniszczyła torby. Otworzyłem kieszonkę i przygotowałem pudełko. W środku nie było jednak myszy.
Nagle głowa zaczęła okropnie mnie boleć, a przed oczami była tylko ciemność. A potem nie było już nic.

Artur siedział w kuchni i jadł płatki z mlekiem. Wykonał już swoje zadanie i nie miał zamiaru robić nic ponadto. Jednak ten trup z dziurą w czole i głową w kałuży krwi trochę go odpychał, a w dodatku blokował przejście. Musiał bardzo uważać, by się nie wyświechtać, kiedy go omijał. Miał nadzieję, że ktoś odpowiedni zaraz przyjdzie i zrobi z tym porządek.
Po zjedzeniu znowu pobawił się w omijanie trupa, następnie zabrał swoją torbę i wyszedł z domu. On czekał już przed domem.

  • I jak tam pobyt? Mam nadzieję, że polubiliście się z moim „kolegą”. - Patrzył się rozbawiony w stronę domu. - Wiesz, bardzo podoba mi się ten scenariusz. Moglibyśmy go częściej odgrywać.
  • Nigdy więcej. Co ty w ogóle odwalałeś z tą rozmową? - Artur patrzył się na niego lekko podirytowany. Nie mógł uwierzyć, że musieli mu dać akurat takiego partnera. Przecież nigdy nie uda im się dobrze współpracować.
  • Przecież to musiało wyglądać realistycznie. A tak przy okazji, myślę, że idealnie nadaję się do roli ojca. Może powinienem pomyśleć o jakiejś rodzinie…
  • Szczerze współczuję twoim dzieciom. - Artur odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę samochodu, który stał na podjeździe. Czekał na swojego partnera, a kiedy ten dołączył, odjechali. Ostatni raz jeszcze spojrzał w stronę domu. Znowu był wystawiony na sprzedaż. Właściciel został dzisiaj usunięty wyjątkowo szybko

#2

Opowiadanie bardzo ciekawie napisane :), czekamy na drugą część. xD


#3

Fajne , ciekawe opowiadanie :D szkoda , że nie jakieś dłuższe :D


#4

“W każdym bądź razie” - poprawnie jest po prostu w każdym razie ;)
Co do samego opowiadanie to dość ciekawe. Możemy liczyć na kontynuację? :D


#5

Przyłączam się do prośby! Chcem jeszcze!


#6

Edytuję ^^
Wzięłam i napisałam kontynuację xD Coś mnie tak nagle natchnęło ^^

“Nowy uczeń”

Do mojej szkoły zaczął chodzić ostatnio nowy uczeń. Bardzo dobrze ze wszystkimi się dogadywał, więc szybko zyskał popularność. Bardzo często kręciło się wokół niego kilka ludzi. Ja jednak ani razu z nim jeszcze nie rozmawiałam, mimo że chodził do mojej klasy i siedział naprzeciwko mnie. On też nie próbował nawiązać ze mną kontaktu. Podczas jego pierwszego dnia chciał się ze mnę przywitać, jednak go zignorowałam i więcej już nie próbował. Chyba doskonale zrozumiał, że nie mam ochoty z kimkolwiek się zadawać. On wszystkich doskonale rozumiał. Czasem miałam wrażenie, że potrafi czytać innym w myślach. To głupie, prawda? Jednak zauważyłam, że jego reakcje są za szybkie. Wysunął rękę, by złapać pudełko chwilę przed tym, nim upadło. Chyba tylko ja to dostrzegłam, ale zainteresowało mnie to. Było wokół niego pewna aura tajemniczości. Dlatego postanowiłam go obserwować, jednak od tego czasu nie zdarzyło się nic podobnego. Nie zaprzestałam jednak z obserwacją. I tak nie mam nic ciekawszego do roboty.

Chłopak ma na imię Artur. Jest ode mnie o głowę wyższy, ma czarne włosy i błękitne oczy. Już kilka razy słyszałam, jak dziewczyny rozmawiały o tym, jaki to jest przystojny. Nasza szkoła była jedną z niewielu, w której obowiązywały mundurki, więc ciężko mi coś powiedzieć o jego stylu ubierania, jednak te naprawdę bardzo dobrze na nim leżały. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby coś jadł. Co każdą przerwę obiadową wychodził ze szkoły, więc o tym też nic nie mogę nic się dowiedzieć. Jest uczniem idealnym. Ze wszystkiego najlepszy i zawsze chętny, by pomóc w nauce. W sporcie też sobie radzi. I jest dla każdego okropnie miły. Dlatego wszyscy go uwielbiają, a ja nie mogę się o nim niczego dowiedzieć. A chcę wiedzieć! Moja ciekawość jest zbyt wielka.

Podczas lekcji widzę tylko jego plecy. Mógłby siedzieć trochę bardziej na ukos, a nie centralnie przede mną, mogłabym wtedy przynajmniej widzieć, co robi. Chociaż pewnie on tylko słucha nauczyciela i uważnie notuje. Z dnia na dzień jest to coraz bardziej nudne. Nie zareagował, nawet gdy intensywnie wgapiałam się w jego plecy. Inni zawsze na to reagują. Odwracają się i dziwnie na mnie patrzą, uciekając oczami w bok, gdy tylko nawiążemy kontakt wzrokowy. Mają mnie za dziwaczkę. Mi to nie przeszkadza, bo mam spokój. Nikt mi nawet nie dokucza, bo za bardzo się mnie boją. Nawet nauczyciele. Jestem w końcu córką dyrektora, a to jest prywatna placówka. Jak ktoś mi zajdzie za skórę to stąd wyleci. Mogę więc robić co mi się podoba. Jestem więc dziwaczką.

Artur sięgną do kieszeni. Aż się wzdrygnęłam, tak mnie zaskoczył ten ruch. Wyjął telefon i zaczął najpierw czytać a potem coś pisać. Nieładnie, taki wzorowy uczeń pisze SMSy na lekcji. Aż miało się ochotę powiedzieć nauczycielowi. Chłopak skończył pisać, schował telefon i przez chwilę popatrzył się na mnie. Napotkał się z moim złośliwym uśmieszkiem, jednak w żaden sposób nie zareagował. Znowu zaczął być nudny. Do końca dnia nic ciekawego się nie wydarzyło.

Z tego co wiem, to Artur był zawsze jednym z pierwszych w szkole. Ja zwykle przychodziłam tuż przed dzwonkiem, ale chciałam zrobić wyjątek ze względu na mój mały plan. Byłam więc w klasie zanim ktokolwiek przyszedł. Czekałam trochę, jednak zamiast niego najpierw pojawiła się nasza klasowa idolka. No proszę, kolejna niespodziewana rzecz. Rzadko jej się zdarza być w szkole wcześniej niż ja. Dostrzegłam jednak powód zanim zaczęłam się nad nim zastanawiać. Zaraz za nią do klasy wszedł Artur i rozmawiał z nią sobie w najlepsze. Proszę, proszę, co za poświęcenie ze strony dziewczyny. Podeszli do jego ławki. Chłopak położył plecak na ziemi i dalej rozmawiali. A ja sobie na nich patrzyłam ze swoim uśmiechem psychopatki, jak to ktoś kiedyś określił. Dziewczyna od razu to zauważyła. Najpierw nie zwracała uwagi, jednak widziałam, jak drży jej powieka. To było zabawne. Zaczęła na mnie nerwowo zerkać, jednak od razu uciekała wzrokiem. W końcu powiedziała, że o czymś zapomniała i uciekła z sali. Mogłam się więc skupić na Arturze. On po prostu wyciągnął jakąś książkę i usiadł zaczynając ją czytać.

  • Wiesz, że jesteś dziwna? - powiedział cicho. Ledwo go usłyszałam.

  • Staram się – odparłam rozbawiona. Chłopak już się nie odezwał. Jednak udało mi się coś osiągnąć. Ciekawe tylko, co tam czyta. Przechyliłam się na bok. Nie siedział dokładnie prosto tylko lekko przekrzywiony w lewą stronę. Udało mi się więc zobaczyć okładkę. Nie było na niej tytuły ani niczego innego. Zwykła, granatowa książka bez urozmaiceń. Co za nuda.

Inni uczniowie zaczęli powoli przychodzić. Chłopak schował książkę i odszedł od ławki, by z nimi porozmawiać. Wszyscy unikali miejsca gdzie siedzę a ja dalej na nich „dziwnie” patrzyłam.

Mieliśmy normalne lekcje. Nagle jednak wpadł jeden z nauczycieli i oznajmił, że w szkole zdarzył się pewien wypadek, w związku z czym policja jest zmuszona przeszukać nasze rzeczy. Nie wiadomo było, czego szukali, jednak najwyraźniej nic nie znaleźli. Po przeszukaniu lekcje zostały odwołane a nam kazano iść do domu. Wszyscy jednak kłębili się na korytarzu. Był duży szum a uczniowie nie mieli ochoty wychodzić bez dowiedzenia się, co się dzieje. Nagle wśród wszystkich zaczęła krążyć plotka, która wywołała duże poruszenia – podobno jednego z wuefistów znaleziono martwego. Miał w głowie dziurę na wylot, więc prawdopodobnie był to strzał z pistoletu, którego teraz szukano. Wszyscy jednak zostali w końcu rozpędzeniu do domów. Dyrektor obiecał, że następnego dnia wszystko zostanie ogłoszone i wyjaśnione na apelu. Nic więcej nie chciał powiedzieć. Jednak duża ilość policji na terenie szkoły mówiła sama za siebie. W domu długo męczyłam ojca o jakieś konkrety. W końcu dowiedziałam się, że policja nie była w stanie znaleźć dosłownie niczego a ciało zostało znalezione przez woźnego, który po zgłoszeniu nagle gdzieś zniknął. Dałam więc już spokój, bo widziała, że ojciec był bardzo poddenerwowany tą sytuacją.

Chciałam poczekać trochę i znowu spytać ojca o jakieś szczegóły po apelu. Gdy poszłam rano do szkoły spodziewałam się dużego poruszenia wśród wszystkich. W końcu doszło do morderstwa. Wszyscy jednak zachowywali się normalnie. Tak szybko ochłonęli czy po prostu o czymś nie wiem? Apel również się nie odbył. To była przesada, przecież jakby coś się wydarzyło albo sprawa została wyjaśniona, to wiedziałabym jako jedna z pierwszych. Nie jestem kimś, kto wypytuje kogokolwiek o coś, więc w przerwie obiadowej poszłam do pokoju dyrektora. Spytałam o to ojca, ten jednak stwierdził, że zachowuję się dziwniej niż zwykle. Czy to dziwne, że chcę się dowiedzieć, dlaczego wczoraj doszło do morderstwa a teraz wszystko jest tak, jakby nic się nie stało? Popatrzył tylko na mnie dziwnie i powiedział, że chyba powinnam odpocząć, bo mieszam fikcję z rzeczywistością. Zdenerwował mnie. Aż tak bardzo chciał zatuszować tę sprawę? Wyszłam i wróciłam do klasy. Cóż, to chyba normalne, że po takim czymś chce wszystko ukryć. Tylko czemu inni też zachowują się normalnie? A może zostali przekupieni czy coś w tym stylu. A ze mną pewnie dali sobie, bo przecież i tak jestem dziwna.

W zastępstwie za tamtego nauczyciela pojawił się nowy. Uczył akurat naszą klasę, co sprawiło szybki wzrost aktywności wśród dziewczyn. Teraz tylko ja nie ćwiczyłam. Przystojny, wysoki i wysportowany blondyn jako wuefista i od razu chce się ćwiczyć. Jakoś już się nie przejmowałam poprzednią sprawą. Chciałam po prostu trochę więcej wiedzieć o tym morderstwie, a zatuszowanie sprawy mocno mi to uniemożliwia. Siedziałam sobie i czytałam książkę szczęśliwie zignorowana przez nowego nauczyciela. Lekcja szybko minęła i wróciłam do klasy. Nikogo w niej jeszcze nie było więc w spokoju czytałam dalej. Jakiś ruch na granicy wzroku jednak zaczął mnie rozpraszać. Przerwałam na chwilę. Plecak Artura leżał na ławce i coś delikatnie poruszało się w jego małej kieszonce. Oho, mamy coś ciekawego. W klasie nadal nikogo nie było, więc mogłam spokojnie sprawdzić, co to. Wstałam i otworzyłam kieszonkę…

Na ławkę wturlała się srebrna kulka. Była trochę większa niż popularne kiedyś szklane kulki. Wzięłam ją do ręki. Nie wyglądała na nic niezwykłego, jednak był ciepła w dotyku. To ona się poruszała? Podrzuciłam ją, jednak nic ciekawego się nie zdało. A może ten ruch też mi się przywidział? Schowałam kulkę z powrotem do plecaka i usiadłam na moim krześle wracając do czytania. Chwilę potem Artur wszedł do klasy. To się nazywa wyczucie. Czytałam jakby nigdy nic się nie stało. Stanął przy swojej ławce i gapił się na mnie. Podniosłam na niego wzrok.

  • Patrzysz się na mnie jakbyś widział ducha – mruknęłam. Jego zachowanie wykraczało poza dotychczasową normę. Nigdy nawet nie zwracał uwagi na moją obecność. To było ciekawe, jednak nie pokazywałam po sobie równego zainteresowania. Chłopak zabrał plecak i wyszedł z klasy.

Reszta dnia przebiegła normalnie. Podczas lekcji poobserwowałam trochę jego plecak, jednak nic się już nie poruszało. Irytują mnie takie drobne rzeczy. Wolałabym coś konkretnego. Teraz nie mam pojęcia, czy cokolwiek wydarzyło się naprawdę, czy było moimi przywidzeniami. Tak samo było z morderstwem. Przez tę normalność czasem zastanawiałam się, czy naprawdę do niego doszło.

Tym razem spóźniłam się na lekcje. Nauczyciel tylko machnął ręką i usiadłam na swoje miejsce. Wszystko dalej było nudnie normalne. Na przerwie obiadowej Artur jednak został w szkole. Dziewczyny coś mówiły o tym, że został wezwany przez naszego nowego wuefistę. Rozważałam opcję pójścia i podsłuchania o co może chodzić. Jednak pokój nauczycieli od W-Fu był w osobnym budynku a na zewnątrz lało. Niechęć do takiej pogody wygrała. Poszłam więc sobie do sklepiku szkolnego. Gdy wróciłam klasa była dziwnie pusta. Ciekawe, gdzie wszystkich wywiało. Cóż, gdy większość idzie gdzieś za Arturem to w klasie często robi się prawie pusto. A teraz przecież to wyjątkowa okazja, bo został w szkole podczas przerwy obiadowej.

Po dzwonku jednak nikt nie wrócił. Świetnie, więc pewnie zmieniliśmy klasę i nikt mnie nie poinformował. Pewnie ktokolwiek bał się przyjść i mi o tym powiedzieć. Poszłam do pokoju nauczycielskiego by zapytać, gdzie mamy teraz lekcje. Tam też nikogo nie było. No bez przesady, przecież wszyscy naraz nie mogą mieć teraz zajęć. Obok wejścia na szczęście była tablica korkowa na której zawsze wywieszano takie zmiany. O zmianie sali przez jej klasę jednak nic nie było. Trudno, nie mam zamiaru włóczyć się po całej szkole i szukać jak ta idiotka. Wróciłam więc do klasy i zaczęłam czytać książkę. Po prostu odpuszczę sobie tę lekcję. Mam usprawiedliwienie.

Gdy jednak minęła ta lekcja i zaczęła się ostatnia a w klasie dalej nikt się nie pojawił, zaczęłam się denerwować. Skoro tak to ma wyglądać to po prostu wracam do domu. Wstałam, poszłam do szatni, wzięłam płaszcz przeciwdeszczowy i chciałam już wyjść ze szkoły. Jednak zatrzymałam się naprzeciwko drzwi wejściowych i znieruchomiałam. Chyba zastałam właśnie scenę wyjętą prosto z jakiegoś krwawego horroru.

Było tutaj chyba dziesięciu uczniów, co dawało nam dwadzieścia połówek ciała. Wszyscy byli równo rozcięci w pasie i leżeli tuż przed drzwiami wyjściowymi, skutecznie blokując mi wyjście. Oni pewnie też chcieli się wydostać, jednak nie zdążyli. Nie mam nawet zamiaru między nimi lawirować i broczyć w ich krwi. Idę sprawdzić, co się dzieje w tej szkole, bo widocznie nikt mnie o tym nie poinformował. To zaskakujące, że nie wiem o takiej rzeczy. W końcu to ja jestem ta dziwna, a to coś zdecydowanie należy do kategorii dziwnych. Odłożyłam płaszcz z powrotem do szatni i poszłam przeszukiwać szkołę.

Chodziłam tak do czasu aż nie usłyszałam krzyków dobiegających z auli. To ewidentnie były krzyki towarzyszące mordowaniu kogoś. A że szybko ucichły wskazywało na to, że osoba krzycząca również jest martwa. Wcześniej nie słyszałam kompletnie nic, więc pewnie ktoś postanowił urządzić sobie cichą masakrę. Pewnie się wkurzył, gdy jedna z ofiar postanowiła krzyczeć. Stałam pod aulą, jednak żaden dźwięk już z niej nie dobiegał. Albo wszyscy są już martwi albo uznali, że lepiej nie krzyczeć. Ciekawe, czy oni również są przecięci na pół. Strasznie korciło mnie, by to sprawdzić. Zanim jednak otworzyłam drzwi, ktoś zrobił to za mnie. Dobrze, że otwierały się do środka, bo inaczej bym nimi jeszcze oberwała. Ofiary w środku jednak nie byli przecięci na pół. Mieli po prostu dziury na wylot w głowie. Szkoda, to zdecydowanie mniej efektowne.

Z auli wyszedł Artur. Zignorował mnie i po prostu sobie gdzieś poszedł. Wokół niego latały dwie metalowe kulki takie same, jak ta będąca w jego plecaku. Więc jednak mogą się poruszać. Poczułam się jednak zawiedziona, gdy tak po prostu mnie olano. Przecież jestem naocznym świadkiem masakry, która w zamierzeniach miała być cicha. Normalnym byłoby mnie się pozbyć. Skrzyżowałam ręce na piersi i weszłam na chwilę do auli. Było tu sporo trupów, tak z połowa szkoły. Ciekawe, gdzie reszta. Martwa, czy może gdzieś się pochowali lub uciekli? Większe szanse są na to, że martwa. Inaczej policja już by tu była. W porządku, idę ich poszukać. Może będą przecięci na pół, jak tamci przy drzwiach. Wyszłam z auli i poszłam za Arturem. Może i mnie ignoruje, ale są duże szanse, że zaprowadzi mnie do reszty trupów.

Dogoniłam go, jednak ten dalej mnie ignorował. Ale mam to gdzieś. Założę się, że on również jest dziwny, tak samo jak ja. Inaczej by mnie nie ignorował i nie zabijał tak sobie ludzi. Doszliśmy tak do sali gimnastycznej. Z niej również nie dobiegał żaden dźwięk, jednak to akurat mnie nie zdziwiło. Gdy stanęliśmy pod drzwiami te również nagle się otworzyły. Tym razem stałam na tyle daleko, by nimi nie oberwać, bo wiedziałam, że te akurat otwierają się na zewnątrz. To, kto stał za nimi było już dla mnie oczywiste. Nasz nowy, przystojny wuefista trzymał w ręku wielką kosę, jak jakiś Ponury Żniwiarz. No, i to jest porządna broń.

  • Proszę, proszę. Znalazłeś sobie koleżankę? - zapytał, opuszczając broń, która po chwili po prostu się rozpłynęła. Super.

  • Skończyłeś już? - Artur zignorował jego pytanie. Zdawał się być lekko zdenerwowany. Ale poza tym, był też po prostu oziębły.

  • Ależ oczywiście. Więc, co mam zrobić z twoją przyjaciółką? - Uśmiechnął się szeroko, pochylając się w moją stronę. On też pewnie był dziwny.

  • Rob co chcesz. - Artur obrócił się na pięcie i sobie poszedł. Więc w rzeczywistości nie jest w ogóle miły. W końcu pozabijanie kolegów z klasy wcale nie jest miłe.

Przechyliłam się i zajrzałam do sali gimnastycznej. Więc tutaj była druga połowa szkoły. Ciekawe, jak sprowadzili ich w tych miejscach. Bo nie sądzę, by dobrowolnie tutaj przyszli. Byli równiutko rozcięci na pół. Cała sala dosłownie tonęła w krwi, a nauczyciel był nią cały upaprany.

  • Mogłabyś mi powiedzieć panienko, jak się nazywasz? - spytał mężczyzna. W przeciwieństwie do Artura buchał wręcz ciepłem. Cóż za przeciwieństwa. Jakim cudem się nie pozabijali?

  • Alicja – odpowiedziała krótko.

  • W takim razie Alicjo… - Zamknął drzwi od sali gimnastycznej jedną ręką, wciąż stojąc przodem do mnie. - Nie masz może ochoty, by do nas dołączyć?

  • Dołączyć? - spytałam zdziwiona. To ci dziwni mają jakąś organizacją lub coś w tym stylu?

  • Tak. Artur stwierdził, że jesteś podobno do nas, więc możesz się okazać przydatna. - Miałam wrażenie, że ten jego uśmiech byłby w stanie roztopić lodowiec.

  • Chcesz więc… bym po prostu z wami organizował takie rzezie? - powiedziałam już całkowicie obojętnie. Mężczyzna się zaśmiał, wyminął mnie i wskazał ręką, bym za nim poszła.

  • Nie przesadzał bym tak. Zwykle zabijamy pojedynczych ludzi, to pierwsza tak duża akcja – oznajmił, gdy do niego dołączyłam. - Chociaż myślę, że nie masz co do tego wyboru. Możemy cię oczywiście jeszcze zabić, ale to byłaby zbyt wielka szkoda. Ostatnio trudno o ludzi, którzy się do tego nadają. Więc?

Więc to coś na kształt mafii… W sumie, jeśli dostanę taką fajną broń to nie mam nic przeciwko. Powiedziałam więc to na głos. Mężczyzna się zaśmiał.

  • Cieszę się więc. Mam wrażenia, że nawet uda ci się dogadać z Arturem.

Już nic nie odpowiedziałam. On także się nie odzywał. Nie potrzeba mi nic więcej wiedzieć. Taka zabawa w zabijanie na pewno będzie ciekawsza niż siedzenie w szkole.

Przy drzwiach wyjściowych nie było już żadnych trupów. Ktoś je stąd zabrał? Wyszliśmy ze szkoły. Pod budynkiem stało zaparkowanych kilka czarnych samochodów. Byli tu też ludzie. Nie byli z policji, to pewnie również członkowie tej mafii. Zostałam zaprowadzona do jednego z pojazdów. Nauczyciel otworzył mi drzwi i weszłam do środka. Wewnątrz siedział już Artur. Dalej mnie ignorował.

  • Powinieneś się cieszyć. Będziesz miał teraz koleżankę w swoim wieku – powiedział mężczyzna. On również został zignorowany. Wszyscy troje siedzieliśmy już w aucie i drzwi zostały zamknięte. Silnik odpalił. Odwróciłam głowę w stronę szkoły. Nie dostrzegłam jej jednak. Nie było jej. Zamiast tego była pusty kawałek terenu, gęsto porośnięty przez chwasty. Samochód ruszył.

#7

Dobry wieczór! Stworzyłam pod wpływem nagłej weny kolejne małe opowiadanie. Tym razem jest ono zupełnie odrębnym dziełem, więc postanowiłam zmienić tytuł tego tematu na “Opowiadania Lilki”. Może nadejdzie czas, że stworzę w końcu coś długiego, jak na razie jednak musi wam to wystarczyć. Mam nadzieję, że się wam jednak spodoba ^^

“Demon w masce”

W mojej wiosce jest tradycja, która nakazuje odprawiać pewien rytuał raz na każdy kwartał, pierwszego dni nowej pory roku, tuż przed północy.
To wioska jest wyjątkowa. Chroni ją silne i dobre bóstwo. Raz na trzy miesiące przemienia się ono jednak w potężnego demona, który niepowstrzymany sieje wielkie zniszczenie. Dlatego trzeba właśnie odprawić ten dziwny rytuał, który sprawi, że się opanuje i wróci do postaci bóstwa.
Do tej pory jednak nie miałem pojęcia, na czym ten rytuał polega, ponieważ małe dzieci nie mogą brać w nim udziału. Dorośli mówią, że spotkanie z tym demonem jest dla nich zbyt niebezpieczne. Nie muszą mówić nic więcej. Widziałem ich twarze tuż przed wyjściem na ten rytuał i po samym ich wyrazie wiem, że to nie jest nic fajnego. Po prostu zostawałem więc w domu ze starszym rodzeństwem, które też jeszcze nie mogło iść, i szedłem spać zanim wrócili. Rano wszystko wracało do codziennego porządku i nigdy o nic nie pytałem.
Teraz jednak stałem się wystarczająco dorosły już i mogę brać udział w rytuale. Nie wiem jednak, co mnie czeka i lekko się niepokoję. Jestem jednak najmłodszy i reszta rodzeństwa cały wieczór mnie uspokajała, mówiąc, że to nie jest nic strasznego i wszystko minie zanim się nawet zorientuję. Mówili też jednak, że nie jest to też nic przyjemnego, więc po prostu muszę to potraktować jak niemiłą konieczność i przez to przejść. Rodzice nic nie mówili. Zawsze przed rytuałem zachowywali powagę zmieszaną z niepokojem i jedyne słowa, jakie wychodziły z ich ust brzmiały „wychodzimy”.
Jedyne co wiedziałem na temat rytuału to to, że trzeba przed nim zakładać maski. Były one podobne do tych, które używa się w teatrze i wszystkie się uśmiechały. W świątyni też było pełno takich masek. Traktowano je jako symbol naszego bóstwa i używano do wszystkich obrzędów. W naszym domu również wisiała taka maska. Ich jednak nie można było założyć, w przeciwieństwie do naszych, które do tego przystosowano.
Gdy już wszyscy się ubrali w odświętne ubrania i założyli swoje maski, wyszliśmy z domu i pokierowaliśmy w stronę świątyni. Stała ona na wzgórzu, a droga do niej było oświetlona setkami lampionów, tak samo jak reszta wioski. Gdy już się wspięło na wzniesienie i popatrzyło na nią z góry, wyglądała naprawdę pięknie. Pierwszy raz widziałem tak rozświetloną wioskę.
Doszliśmy wreszcie do świątyni, której drzwi były jeszcze zamknięte i stał przed nią już duży tłumek mieszkańców. Mój najstarszy brat powiedział, że wszyscy muszą wejść do świątyni jednocześnie a potem trzeba od razu zamknąć i zaryglować drzwi. Wszystko po to, by demon czasem się z niej nie wydostał. Czekaliśmy więc, aż wszyscy się zejdą. Wreszcie zostaliśmy wpuszczeni.
Świątynia w naszej wiosce była ogromna i mogła pomieścić trzy razy więcej ludzi, niż jest mieszkańców w naszej wiosce. Miała tylko jedne, masywne drzwi, które właśnie się zatrzasnęły. Przed nami, tuż pod ścianą, wznosił się ołtarz, za którym stał już kapłan, a po jego bokach dwie kapłanki. Pod sufitem świątyni były pozawieszane maski. Wszyscy wokół również mieli je założeni. Tata powiedział mi, że mam swojej nie ściągać póki ktoś mi nie rozkaże. Pokiwałem głową i zostałem zabrany przez rodzeństwo na przód, gdzie zebrały się także inne dzieci. Wszyscy się jeszcze przemieszczali i rozmawiali, jednak na dźwięk dzwonu zaczęła rozprzestrzeniać się cisza. Jeden z braci szepnął mi jeszcze na ucho, że mam po prostu stać i słuchać. Nie wolno mi się odwracać czy odzywać i mam robić tylko to, co rozkaże kapłan. Potem już nikt więcej się nie odzywał.

  • Wybiła północ! - krzyknął nagle kapłan, a tuż po nim ponownie uderzył dzwon. Lampiony w świątyni nagle pogasły i za jedyne światło służyły teraz dwa trzymane przez kapłanki znicze, które tliły się niebieskim płomieniem. Lekko się wzdrygnąłem, jednak brat położył mi uspokajająco rękę na ramieniu.
    Kapłan obszedł ołtarz i stanął przed nim. Między nim a resztą ludzi była jeszcze duża odległość. Wszyscy starali się stać jak najbliżej przeciwległej ściany. Gdy mężczyzna wniósł ręce do góry, miałem wrażenie, jakby tłum jeszcze bardziej się cofał.
    Cała trójka przed nami zaczęła szeptem wypowiadać jakąś mantrę, a płomienie w zniczach jeszcze mocniej zapłonęły i zdawały się niespokojnie drgać.
    Prawie nie krzyknąłem z przerażenia, gdy przed kapłanem zapłonął nagle ogromny, błękitny płomień. Brat zacisnął mocniej dłoń na moim ramieniu i czułem się, jakbym nie był w stanie się w ogóle poruszyć. Stałem tylko i wpatrywałem się przed siebie. Wciąż słyszałem mantrę i miałem wrażenie, że widzem coś w palącym się tuż przede mną płomieniu. Stałem w pierwszym rzędzie, więc miałem doskonały widok.
    Była to czarna postać, która stała przodem do kapłana. Nie poruszała się do końca mantry. Byłem pewien, że jest to demon, w którego zmienia się nasze bóstwo. Szepty nagle ucichły, a on zaczął powoli się odwracać w moją stronę. Miał założoną białą maskę, podobno do naszych. Ta jednak wykrzywiała się w wyrazie smutku. Po chwili jednak płomień zgasł, a wraz z nim zniknęła postać. Lampiony na powrót się zapaliły.
    Cisza wciąż trwała, do czasu aż kapłan nie opuścił rąk i nie odetchnął z ulgą.
  • Wygląda na to, że tym razem wszystko przebiegło bez jakichkolwiek problemów – oznajmił. - Możecie się rozejść! - krzyknął i wrócił za ołtarz. Kapłanki zgasiły znicze.
    Ludzie zaczynali się powoli rozchodzić. Byłem szczęśliwy, że jest już po wszystkim. Cały czas stałem tylko wpatrzony w czarną postać i miałem wrażenie, że mantra kapłana trwa bez końca. Uświadomiłem sobie jednak, że przez takie coś będę musiał przechodzić co trzy miesiące. Już wiedziałem, dlaczego rodzice wyglądali, jakby nie mieli na to ochoty. Postanowiłem jednak zachować się tak jako oni po powrocie. Udać, że nic się nie stało.
    Opuściliśmy w końcu świątynie, jednak zauważyłem, że nikt nie idzie jeszcze do domu.
  • Musimy iść jeszcze do posągu w lesie i tam oddać również swoje modlitwy – powiedziała mi mama łagodnym głosem. Kiwnąłem głową, a mama wzięła mnie za rękę i zaczęła prowadzić. Nagle sobie coś przypomniałem.
  • Kapłan wspominał coś o problemach. O co mu chodziło? - zapytałem
  • To nic takiego. Po prostu nie zawsze jest taki spokojny jak dzisiaj. Ale nie masz czego się bać. Niedługo do tego przywykniesz. To nie jest nic strasznego.
    Kiwnąłem tylko głową i już się nie odzywaliśmy. Ścieżka przez las również była pełna lampionów. Idący nią ludzie już rozmawiali i wydawali się o wiele bardziej spokojniejszych, niż gdy szli do świątyni. Wtedy miałem wrażenie, że każdy jest spięty.
    Doszliśmy w końcu do posągu, który stał na środku łąki. Przedstawiał on biała postać w uśmiechniętej masce. Nie można o niej było powiedzieć nic więcej. Wyglądała jak tylko zarys człowieka, tak samo jak czarna postać, którą widziałem w płomieniu. Ludzie stawali wokół niej, składali ręce i odmawiali cichą modlitwę wpatrzeni w ziemię. Byliśmy jednymi z ostatnich ludzi, którzy dotarli na miejsce.
    Po zmówieniu modlitwy zauważyłem kątem oka mojego kolegę, który również pierwszy raz brał udział w ceremonii. Pomachałem mu a on mi odmachał. Podszedłem do niego i zaczęliśmy cicho rozmawiać. Nasze matki zrobiły tak samo. Potem wszyscy powoli zaczęliśmy wracać do domu. Mniej więcej w połowie drogi moja mama zatrzymała się nagle i po chwili milczenia powiedziała bezbarwnym głosem, że możemy już zdjąć maski. Ja i mój kolega zrobiliśmy to od razu, bo nie mogliśmy już znieść ich noszenia. I wszyscy ludzie nagle zniknęli.
    Zostaliśmy nagle we dwójkę, a wokół zapanowała przerażająca cisza. Patrzyliśmy na siebie wystraszeni. Odwróciliśmy się jednak w stronę, w którą był posąg bóstwa, bo usłyszeliśmy dobiegający stamtąd dźwięk palącego się ognia. W tej ciszy było wyraźnie go słychać. Od razu skojarzył mi się on z ogniem, który widziałem w świątyni. Nie chciałem iść w tamtym kierunku. Mój kolega próbował na powrót założyć maskę, jednak to nic nie dawało. Rozpłakał się. Też byłem bliski płaczu, ale chciałem być twardy. Wciąż powstrzymywałem płacz, gdy wokół nas zapłonął błękitny ogień i ujrzałem w nim czarną postać w smutnej masce.

#8

Naprawdę przyjemnie się czyta. Każde z tych opowiadań ciekawe, trzymające w napięciu, ale mam kilka “ale”.

Zauważyłem trochę błędów składniowych, źle odmienionych słów, a także błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Jeśli chcesz to przejrzę te teksty jeszcze raz i znajdę te błędy. Jeśli nie, to nie zmuszam. Ale myślę, że warto te błędy zauważyć, żeby przy następnych tekstach się nie powtarzały. Bo chciałbym jeszcze przeczytać coś Twojego autorstwa.

Niekiedy raziło mnie w oczy to, że stosujesz obok siebie wiele niezbyt złożonych zdań, a potem piszesz bardzo długie zdanie. Takie popadanie ze skrajności w skrajność, trochę mi to przeszkadzało.

Oraz błąd, którego zapewne nie zauważasz, bo powtarzał się w każdym tekście. W jakichś 95% przypadków, a może nawet więcej, stawiamy przed tym nieszczęsnym “a” przecinek. Wydaje mi się, że w dwóch ostatnich tekstach zauważyłem tylko jeden przecinek przed “a” w Twoim wykonaniu. To taki najłatwiejszy do znalezienia błąd u Ciebie.

Pozdrawiam!


#9

gdzie ty widzisz błędy ortograficzne?


#10

Hanler, cieszę się, że ci się podoba ^^
I byłby miło, jakbyś poszukał tych błędów.


#11

Co do tego nieszczęsnego “a” zasada brzmi tak: nie stawiamy przecinka przed “a”, jeśli łączy wyrazy, stawiamy, jeśli łączy zdania.

A tak wgle to super genialne świetne! Brak mi epitetów XDD strasznie mnie wciągnęło! Szczególnie to o Arturze!


#12

Jak znajdę troszkę więcej czasu to przysiądę i postaram się znaleźć wszystko, co kuło mnie w oczy. Może będzie to dzisiaj w nocy, zobaczymy.


#13

„W dodatku mieszkał on na drugim końcu kraju, więc ciężko byłoby go zawracać głównie na niemożliwość dotarcia dopiero w sobotę.” – Nie jestem do końca pewny czy załapałem sens zdania. Jeśli chodziło o to, że nie może on przyjechać w sobotę np. przez brak połączenia to powinnaś coś w tym stylu napisać. Jeśli jednak chciałabyś zachować pierwotne zdanie, dużo lepiej i logiczniej brzmi: „W dodatku mieszkał on na drugim końcu kraju, więc ciężko byłoby go zawracać głównie przez niemożliwość dotarcia dopiero w sobotę.”

„Z gotowania jestem kiepski, więc pewnie nic innego i tak nie udałoby mi się zrobić.”

„Chłopak ma na imię Artur, za kilka miesięcy będzie miał już siedemnaście lat, niedawno zaczął chodzić do liceum i nienawidzi, kiedy traktuje się go jak dziecko (chyba każdy nastolatek tego nienawidzi).” – Zdecydowanie za długie zdanie, a tak łatwo je rozdzielić: „Chłopak ma na imię Artur, za kilka miesięcy będzie miał już siedemnaście lat. Niedawno zaczął chodzić do liceum i nienawidzi, kiedy traktuje się go jak dziecko (chyba każdy nastolatek tego nienawidzi).”

„(…)mam nagrane na płytach pełno różnych filmów kryminalnych i sam też jestem ich fanem, więc na pewno się dogadamy.”

„Zacząłem rozmowę na temat kryminałów, którą prowadziło nam się bardzo przyjemnie.”

„Kiedy zaproponowałem mu obejrzenie któregoś z moich filmów(,) od razu się zgodził.” - Brak przecinka.

„Artura odesłałem pod prysznic(,) a sam poszedłem naszykować mu łóżko.” – Wspominałem o tym przecinku przed „a”.

„Czułem się zmęczony(,) jednak byłem zadowolony z dzisiejszego wieczora.”

„Znam bardzo mało ludzi, którzy mają takie same zainteresowania co ja, więc rozmowa z kimś na ten temat bardzo mnie uszczęśliwia.” – Trzeba kombinować, bo wiele zdań budujesz na podobnym schemacie. Może lepiej byłoby tak? - „Znam bardzo mało ludzi o takich samych zainteresowaniach co ja, więc rozmowa na ich temat zawsze bardzo mnie uszczęśliwia.”

„Bardzo chciało mi się pić, więc postanowiłem udać się do kuchni i zrobić sobie herbatę (kubek herbaty).” – Obstawiam, że chodziło o liczbę pojedynczą. Jeśli chciałaś napisać herbaty, to powinno być „kubek herbaty”. W każdym innym przypadku „herbatę”, gdyż „herbaty” jest to dopełniacz liczby mnogiej.

„Po drodze mijałem pokój gościnny, więc starałem się iść najciszej jak mogłem, by nie obudzić Artura.” – Bez przecinka przed „jak”.

„Kiedy skończyłem udałem się z powrotem do łóżka. Kiedy wracałem rzuciła mi się w oczy torba chłopaka, która wciąż leżała w korytarzu.” – Oba zdania zaczęte od „kiedy”, dodatkowo z rzędu. Źle to brzmi. Przykładowo można napisać tak: - „Skończywszy (herbatę), udałem się z powrotem do łóżka. Wracając, zauważyłem torbę chłopaka wciąż leżącą w korytarzu. Rzuciła mi się ona w oczy.”

„Jakieś dziwne dźwięki dobiegały zza drzwi.” – Dziwna składnia, lepiej brzmi po prostu: „Zza drzwi dobiegały jakieś dziwne dźwięki.”

„Trochę mnie to zaniepokoiło, zwłaszcza że nie byłem w stanie w jakikolwiek sposób ich określić.” – „Niepokoiło” sugeruje, że facet przez jakiś czas był zaniepokojony. Lepiej użyć „zaniepokoiło”. Jeśli stosujesz „zwłaszcza że”, przecinek jest przed całym tym sformułowaniem, więc nie stawiamy go ponownie przed „że”.

„Byłem pewny, że dochodzą gdzieś z korytarza, jednak było w nim zbyt ciemno, bym mógł coś dojrzeć. Lecz teraz mogłem się bardziej wsłuchać.” – Było ciemno „w korytarzu”, a nie „na” nim. Dodatkowo powtórzenie „jednak”, które zamieniłem na “lecz”.

„Jak tak chwile posłuchałem, to przychodziła mi do głowy tylko jedna rzeczy, którą najbardziej mogło to przypominać.” – Strasznie chaotyczne zdanie. Jak dla mnie, lepiej brzmiałoby na przykład tak: „Przysłuchując się przez chwilę przyszła mi do głowa tylko jedna rzecz, która mogła wywołać takie dźwięki.”

„Ostrożnie i powoli poszedłem do kuchni, wziąłem puste pudełko, które będzie robić za tymczasowe więzienie dla myszy i wróciłem na korytarz.”

„Muszę ją szybko zabrać, by nie zniszczyła torby.” – Literówka.

„Nagle głowa zaczęła okropnie mnie boleć(,) a przed oczami była tylko ciemność.” – Brak przecinka.

„Jednak ten trup z dziurą w czole i głową w kałuży krwi trochę go odpychał i blokował przejście.” – Zdania z tak wieloma „i” źle brzmią. Lepiej napisać: „Jednak ten trup z dziurą w czole i głową w kałuży krwi trochę go odpychał, a dodatkowo blokował przejście.”

„Miał nadzieję, że ktoś do sprzątania zaraz przyjdzie i zrobi z tym porządek.” – Jeśli przyjdzie ktoś do sprzątania to właśnie po to, aby zrobić porządek. Więc wyszło masło maślane. Wystarczy: „Miał nadzieję, że za chwilę ktoś odpowiedni zrobi z tym porządek.”

„Po zjedzeniu, znowu pobawił się w omijanie trupa, a następnie zabrał swoją torbę i wyszedł z domu.” – Brak przecinka oraz słowa, które określi kolejność zdarzeń. Bez takich słów czyta się chaotycznie. Do dodatkowo “kiedy” używa się zazwyczaj, kiedy mówi się, że coś stało się podczas wykonywania innej czynności. Przykładowo: “Kiedy jadł zupę, usłyszał strzały.”

„- I jak tam pobyt? Mam nadzieję, że polubiliście się z moim „kolegą”.” – Szyk.

„A tak przy okazji to myślę, że idealnie nadaję się do roli ojca.” – Masz fetysz nadużywania słowa „to” w zdaniach. Spróbuj to (hehe) ograniczyć.

„Czekał na swojego partnera, a kiedy ten dołączył i odjechali, ostatni raz jeszcze spojrzał w stronę domu.” – Długie, skomplikowane zdanie z aż czterema czasownikami. Może lepiej byłoby napisać tak: „Czekał na swojego partnera, a kiedy ten do niego dołączył, odjechali. Ostatni raz rzucił jeszcze okiem na dom swojej ofiary.”

„Wisiało już na nim ogłoszenie, że jest na sprzedaż.”– Dziwnie brzmi stwierdzenie, że „ogłoszenie wisiało na domie”. Po prostu: „Na drzwiach wisiało już ogłoszenie sprzedaży.”

„Najwyraźniej zaczęli już sprzątać i usuwać jego byłego gospodarza.” – Tutaj brakuje logiki. Skoro wisiało już ogłoszenie, to raczej już sprzątnęli gospodarza. Bo jakby tak ktoś przyszedł, bo wisi ogłoszenie, a tutaj jeszcze sprzątają, to trochę przypał. Dodatkowo strasznie szybko to zrobili, ale pomińmy to zagadnienie. Jak dla mnie, lepiej byłoby napisać: „Najwyraźniej posprzątali już cały bałagan oraz wywieźli zwłoki byłego gospodarza.”

Zdania z pogrubieniami, pochyleniami, przekreśleniami to zdania już poprawione. Więc musisz prześledzić cały tekst patrząc na moje uwagi. Mam nadzieję, że się przydadzą.


#14

Zaczynamy poprawianie ^^

  1. Faktycznie, trochę ciężko zrozumieć, o co chodzi. Zmieniam więc zdanie na: “W dodatku mieszkał on na drugim końcu kraju, więc kazanie mu jechać w tą i z powrotem tyle czasu byłoby podłe”, mam nadzieję, że już jest poprawnie. I teraz widzę, że nadużywałam tam słowa “dopiero” więc to też poprawiłam.

  2. Słowo dodane.

  3. Zdanie rozdzielone.

  4. Poprawione. Nie mam pojęcia, czemu wcześniej było tam te słowo, bo jak przeczytałam teraz, to też kłuło mnie w oczy i było bez sensu.

  5. Poprawione.

6., 7. i 8. Przecinki dodane

  1. Nie wiem, czy to zmieniać, jeszcze się zastanowię. Proponowane przez ciebie zdanie po prostu nie brzmi dla mnie dobrze.

  2. Poprawione na herbatę.

  3. Przecinek usunięty.

  4. Poprawiłam na: “Kiedy skończyłem udałem się z powrotem do łóżka. Przechodząc przez korytarz rzuciła mi się w oczy torba chłopaka, która wciąż tam leżała.” tak może być?

  5. Podmieniłam zdanie.

  6. i 15. Poprawione.

  7. Podmieniłam. Tak, mi też jakoś nie podobało się to zdanie.

  8. i 18. Poprawione

  9. Przecinek dodany.

  10. Poprawione.

  11. Poprawione na: “Miał nadzieję, że ktoś odpowiedni zaraz przyjdzie i zrobi z tym porządek.”

  12. i 23. Poprawione

  13. Biedne “to” usunięte.

  14. Poprawione.

  15. Musze całkowicie to zmienić, bo takie zdanie daje mylne wrażenie, a chodziło mi o coś innego. Zmieniam na: "Znowu był wystawiony na sprzedaż. Właściciel dzisiaj wyjątkowy szybko został usunięty. " I od razu zaznaczam, że nie chodziło mi tylko o zwłoki. Mam nadzieje, że teraz końcówka jest trochę jaśniejsza, aczkolwiek muszę zacząć pracować nad kolejną kontynuacją i wyjaśnić w niej, o co dokładnie chodzi :)

Dziękuję za poświęcenie czasu i sprawdzenie tekstu. Na pewno się przyda ^^


#15

Przeczytałem, opowiadanie jak zawsze mi się podoba. Piszesz w bardzo ciekawy i przyjemny sposób. Czyta się naprawdę bardzo fajnie. Czekam na kolejny tekst.


#16
  1. Jest w porządku, tylko jedna rzecz. “W dodatku mieszkał on na drugim końcu kraju, więc kazanie mu jechać w tą i z powrotem tyle czasu byłoby podłe”. Wydaje mi się, że w tym przypadku powinno być “tę” zamiast “tą”.

  2. „Znam bardzo mało ludzi, którzy mają takie same zainteresowania co ja, więc rozmowa z kimś na ten temat bardzo mnie uszczęśliwia”. Masz rację, moje zdanie też nie brzmi za dobrze. Ale ciężko to dobrze sformułować, więc bez problemu możesz pozostać tutaj przy swojej wersji.

  3. Tak, brzmi zdecydowanie lepiej od mojej propozycji. Ale już wiesz, że nadużywasz niektórych słów, nawet jeśli nie są blisko siebie.

  4. “Miał nadzieję, że ktoś odpowiedni zaraz przyjdzie i zrobi z tym porządek.” - Zdanie jak najbardziej w porządku, ale nie musisz zawsze się trzymać kurczowo tego, że podmiot musi być przed orzeczeniem. Nie lepiej brzmi: “Miał nadzieję, że zaraz przyjdzie ktoś odpowiedni i zrobi z tym porządek”?

  5. "Znowu był wystawiony na sprzedaż. Właściciel dzisiaj wyjątkowy szybko został usunięty. " - Oczywiście teraz końcówka stała się dla mnie bardziej logiczna. Ale popracuj nad szykiem, bo wydaje mi się, że lepiej brzmi zdanie ułożone w ten sposób: “Znowu był wystawiony na sprzedaż. Właściciel został dzisiaj usunięty wyjątkowo szybko”. Nie sądzisz?

Czekam na kontynuację, bo jestem szczerze zaciekawiony w jaki sposób to wszystko rozwiążesz.

W kolejnej wolniejszej chwili popatrzę też na kolejne dwa opowiadania, jeśli zechcesz.


#17

Poprawiłam :)
Możesz je sprawdzić, jeśli masz czas i ochotę :)
To takie dziwne uczucie, czytać swoje opowiadanie. Na szczęście mija z czasem :D

A co do kontynuacji, to sam pomysł już jest. Muszę jednak zebrać się w sobie i to napisać :)


#18

Ochotę mam, gorzej z czasem. Szczególnie, że kolejne opowiadania są dłuższe, jeśli dobrze pamiętam. Przy sprawdzaniu ćwiczę pisownię, układ zdań czy nawet sam podglądam jakieś ciekawe rozwiązania, które mógłbym później sam wykorzystać. Szczególnie, że też jestem w trakcie pisania “czegoś”, co być może kiedyś ujrzy światło dzienne.

No i czekam na kontynuację oczywiście!


#19

Możesz też napisać coś związanego z tymi pierwszymi opowiadaniami, ich uniwersum było interesujące ^^


#20

Właśnie o tym mówię byters ^^