Opowiadanie

Opowiadanie głównie dla wielbicieli Sachi. Uprzedzam, że nie jest ono takie :D Miłego czytania, oczywiście za błędy z góry przepraszam :)

  • Strasznie się cieszę! To będzie wspaniałe! - mówiłam pełna
    radości.
  • No, to widzimy się jutro na starcie! - rzekł postawny chłopak,
    zajmujący jedno z wielu stanowisk sali komputerowej.
  • Oczywiście – odrzekłam cicho i lekko się uśmiechnęłam.
    Po chwili szłam już przez szkolny korytarz. Wszystko wydawało mi
    się inne. Jutro miało się stać coś, co zmieni wszystko. Wraz z
    przyjaciółmi z kółka informatycznego wkroczymy w świat, który
    widzieli tylko beta testerzy. Byłam zachwycona.
  • 12:30… - powtarzałam po cichu pod nosem, aby nie zapomnieć.
    Wszystko mieliśmy dokładnie zaplanowane. Nasza gildia miała się
    nazywać ,Czarne Koty Pełni Księżyca’’. Nie byłam dosyć silna w
    grach, ale sama rozrywka z przyjaciółmi dawała mi ogromną radość.

Przeszłam przez próg domu. Na stole czekał na mnie ciepły obiad.
Czym prędzej zjadłam i pognałam do swojego pokoju. Wzięłam w
ręce szare, przypominające kask urządzenie. Był to NerveGear, coś
dzięki czemu technologia znacznie się rozwinęła. Nowa, prawdziwa
rzeczywistość z pierwszego zdarzenia stała się możliwa. Byłam
podekscytowana tym, co miało się wydarzyć. Nie okazywałam tego
nikomu, bo zazwyczaj byłam nieśmiała i trzymałam się z tyłu,
jednak za każdym razem, gdy patrzyłam na to dziwne urządzenie
serce zaczynało bić mi szybciej.
W końcu zapadła noc. Położyłam się i spokojnie zasnęłam.

Następnego dnia rano, gdy tylko się obudziłam, po głowie chodziła
mi jedna myśl, a mianowicie ,Sword Art Online’’. Wstałam, zjadłam
śniadanie, odświeżyłam się i z niecierpliwością czekałam na
godzinę wystartowania gry. Kiedy nadszedł ten czas, położyłam
się na łóżku i włożyłam NerveGear na głowę.

  • Minuta… - szepnęłam.
    Poczułam, że serce zaczyna bić mi szybciej, a tętno wzrasta.
    Po chwili z moich ust wydobyły się słowa ,Link Start’’.
    Zniknął jasny pokój, kolorowe zasłony i świeżo pościelone
    łóżko.
    Spowijała mnie głównie biel. Nagle zobaczyłam niebieskie koło z
    tabelą języków. Kiedy już wybrałam japoński, pojawiło się
    okienko z nazwą i hasłem. Wpisałam nazwę, którą wybierałam w
    większości gier MMO, czyli ,Sachi’’.
    Po wybraniu wszystkiego otoczyła mnie niebieska poświata. Po chwili
    stałam już na rynku jakiegoś wielkiego miasta. Przepiękne budynki
    otaczały okrągły plac, na którym znajdowali się wszyscy gracze.
    Cztery wielkie bramy ukrywały za sobą różne uliczki i drogi.
    Byłam zachwycona tym, co właśnie odkrywało się przed moimi
    oczyma.
    Miasto zaczęło wypełniać się graczami. Spoglądałam wokół
    próbując znaleźć w tłumie swoich przyjaciół. W końcu ujrzałam
    nazwy czterech postaci, tak dobrze mi znanych.
  • Hej! Keita! - krzyknęłam przedzierając się przez tłumy graczy.
  • O, świetnie, że jesteś. Cudownie jest, co nie?
  • Tak… - odpowiedziałam, nadal nie mogąc uwierzyć, że jesteśmy
    tylko w grze.
  • Szefie, chodźmy poexpić! - odparł Tetsuo.
  • A wiesz, że to całkiem niezły pomysł? Ruszajmy! - odrzekł mu z
    uśmiechem Keita.

Wyruszyliśmy razem na jakąś wolną przestrzeń, aby potrenować
walkę. Nie bardzo podobał mi się motyw walczenia z przodu.

  • Sachi, dlaczego się do nas nie przyłączysz? - zapytał dowódca
    gildii, spoglądając w moją stronę.
  • Hmm… Może trochę później… - odpowiedziałam mu nieśmiałym
    uśmiechem.
  • Jak chcesz – odrzekł z obojętnością i zaczął zabijać
    kolejne potwory.
    Kiedy reszta naszej gildii trenowała, ja spoglądałam na wszystko,
    jakby miało za chwilę zniknąć i się już więcej nie pojawić.
    Niebo zaczęło przybierać purpurową barwę, kiedy nagle wszyscy
    usłyszeliśmy donośne bicie dzwonu.
    Keita i Sasamaru, którzy właśnie pokonali ostatniego moba,
    spojrzeli się w niebo.
  • Co się dzieje? - spytał Tetsuo.
  • Nie mam pojęcia… Może jakiś event, lub mają zamiar nam coś
    ważnego ogłosić? - odparłam, lekko zaniepokojona tą sytuacją.
    Nagle z pola widzenia zniknęły nam zielone drzewa i czysty jak łza
    strumień.
    Znowu pojawiliśmy się wszyscy w mieście. Wokół mnie było
    jeszcze dziesięć tysięcy graczy. Nikt dokładnie nie wiedział, co
    się stało i dlaczego wszyscy zostali przeniesieni. Wokół dało
    się słyszeć pytania i ogólne oburzenie. Zdawałam sobie sprawę z
    tego, że wielu graczom przerwano ważną rozmowę, czy też walkę
    potworami.
  • O co… O co może chodzić? - zastanawiałam się.
    W tłumie usłyszałam o tym, że z menu głównego zniknął
    przycisk wylogowania. Nie mogłam uwierzyć. Machnęłam prawą ręką
    i rzeczywiście, jedynego przycisku jakiego brakowało w menu opcji,
    był przycisk ,Logout’’, umożliwiający wyjście z gry. Nie
    potrafiłam uwierzyć własnym oczom.
    Nagle rozmowy ucichły. Niebo stało się czerwone, a na nim pojawiły
    się setki napisów ,WARNING’’. Z nieba zaczęła się sączyć
    ciecz, podobna do krwi, ale o wiele bardziej gęsta i sprężysta.
    Wyłoniła się stamtąd postać w czerwonym płaszczu i białych
    rękawiczkach. Wyglądała, jakby nie miała twarzy. Rozpoczęła
    przemawiać, a wraz z kolejnymi zdaniami, coraz bardziej nie chciałam
    wierzyć w to, co się dzieje. Wszyscy gracze otrzymali lusterka, a
    po chwili wszyscy zniknęli w białym świetle. Po opadnięciu białej
    poświaty, wszyscy wokół wyglądali inaczej. Spojrzałam w lustro
    i… Zobaczyłam siebie! Nie swój awatar, ale prawdziwą siebie.
    Lusterko wypadło mi z ręki na ziemię i rozpadło się na miliony
    kawałeczków.
  • Nie… Nie! - próbowałam zaprzeczać kolejnym faktom.
    Kiedy owa postać skończyła mówić i rozpłynęła się na tle
    nieba, nic już nie było takie same. Walka o przetrwanie – główny
    cel aby przeżyć. Śmierć – to, co najbardziej mnie przytłaczało
    i budziło we mnie lęk. Stałam patrząc w miejsce, gdzie zniknęła
    ta tajemnicza istota.
    Dlaczego? Dlaczego twórca gry robi coś tak strasznego?! - po cichu
    zadawałam sobie takie pytania, na które nikt, oprócz samego Kayaby
    odpowiedzi nie znał.
    Rodzina…
    Mama…
    Już nigdy mam ich nie zobaczyć? - z moich oczu pociekły duże,
    ciężkie łzy. W tym okrutnym momencie, zdałam sobie sprawę z
    tego, że to już nie jest gra, a życie. Trzeba walczyć, aby
    przetrwać.
    Jeszcze chwilę stałam w milczeniu. Tysiące szarych myśli
    przelatywało mi przez głowę. Z tego wszystkiego wyrwał mnie
    Keita.
  • Chodź… - i poprowadził mnie w stronę karczmy.
    Usiedliśmy wszyscy przy stole. Miny członków gildii były smętne
    i ponure.
  • Szefie, co teraz zrobimy? - Spytał Ducker, patrząc się w stolik.
  • Nie pozostaje nam nic innego, jak walczyć…
    Siedziałam, przysłuchując się pilnie rozmowie, jednakże czułam
    się tak, jakbym nic z niej nie wyniosła.
    Stać się silniejszą? Jak?! - wciąż rozpaczliwie rozmyślałam
    nad tym wszystkim.

Od tego pamiętnego dnia nie potrafiłam zasnąć. Myśl o śmierci
spędzała mi sen z oczu.
Gildia stawała się silniejsza, ale nadal nie chciałam walczyć w
pierwszej linii. Zwyczajnie bałam się zniknięcia z tego, jak
zarówno z realnego świata.

Pewnego razu szliśmy drogą, wracając właśnie z dungeonów. Po
drodze, zaatakowały nas jednak czarne, przypominające szkielety,
dość silne potwory charakterystyczne dla piętra, na którym się
znajdowaliśmy. Na początku szybko padały na ziemię, ale później
zmęczeni nieustanną walką staliśmy się słabsi. Było ich za
dużo na naszą piątkę. Biłam kolejne moby, jednak bezskutecznie.
Moje ciosy nie zadawały im dużych obrażeń.
Nagle z gąszczu wyłoniła się czarna postać. Z zawrotną
prędkością zabiła ona wszystkie moby. Wszyscy, mimo iż nadal
zajęci walką, spoglądaliśmy w stronę gracza. Ubrany był w
czarny płaszcz i władał czarnym mieczem. Nie mogłam uwierzyć
własnym oczom.
Kto może być tak silny? - rozmyślałam.
W ramach podziękowań zaprosiliśmy go do gospody. Wiele się
dowiedzieliśmy, a ja naprawdę go polubiłam. Dzięki niemu
powróciła do mnie chęć stania się silniejszą. Strasznie się
cieszyłam, gdy zgodził się na wstąpienie do gildii. Walczył w
naszych szeregach do samego końca…