[PBF] Nowe życie dla Sealt

Strefa pierwsza; poziom pierwszy.

Byliście już na miejscu, jednak wciąż jeszcze w kapsule chroniącej. Przez przezroczysty materiał widzieliście ściany jakiegoś ceglanego pomieszczenia. Odchodziły z niego cztery tunele, każdy w inną stronę świata. Światło kapsuły jednak już do nich nie dochodziło, więc nie wiedzieliście, gdzie prowadzą. Pomieszczenie było puste, jeśli nie liczyć kilku stert śmieci i szczurów. Kapsuła otwarła się z cichym sykiem i umożliwiła wam wyjście na zewnątrz. Pozostało wam już tylko wziąć początkowy ekwipunek i wysłuchać ostatnich poleceń. Potem będziecie skazani już tylko na siebie.

Podczas, gdy wciągaliście przedmioty z kapsuły, z głośników dobył się głos komputera.
Prosimy o zachowanie ostrożności. Poza Strefami Bezpieczeństwa nikt nie patrzy na wasze doświadczenie. Myślcie rozważnie i nie dajecie się zabić. Mimo możliwości wskrzeszenia każda wasza śmierć powoduje spowolnienie drużyny i osłabia na pewien czas wasze ciała.
Aktualnie znajdujecie się w kanałach. W miejscu tym poziom skażenia jest najniższy w okolicy. Musicie znaleźć wyjście i wydostać się na powierzchnie. W każdej chwili możecie rozłożyć kapsułę chroniącą, która umożliwi wam powrót do Strefy Bezpieczeństwa. Starajcie się jednak to robić w jak najmniej skażonym otoczeniu (w waszym ekwipunku znajduje się skaner). Używajcie tego jednak tylko w sytuacjach, które naprawdę tego wymagają oraz gdy znajdziecie się w pobliżu wyjścia na powierzchnię. Skaner, w który jesteście wyposażeni może również sprawdzać liczbę wrogów w pobliżu oraz bezpieczeństwo konstrukcji. Korzystajcie z niego, jeśli chcecie mieć większe szanse na przeżycie. Życzymy wam powodzenia. Ku chwale Sealt!

Na ekwipunek początkowy składa się:
~ wasza broń, amunicja oraz ubrania ulepszone o ochronę chroniącą
~ pięć porcji prowiantu i wody
~ apteczka pierwszej pomocy, którą można wykorzystać trzy razy przy drobnych i średnich urazach
~ skaner
~ latarka
~ kostka zminiaturyzowanej kapsuły chroniącej
~ lekki plecak na ekwipunek
Wasz posiadany ekwipunek należy dopisać do KP. Każda informacja o zużyciu będzie się znajdować na końcu posta mistrza gry.

[Jest to temat tylko na grę właściwą. Wszelkie pytania i dyskusje proszę prowadzić w temacie z KP]

-Ok, zatem powinniśmy chyba zadecydować którą drogę wybrać. Są cztery tunele.- Powiedziałem. - Jesteśmy w trójkę, są różne opcje. Albo wejdziemy wszyscy do jednego tunelu albo się rozdzielimy, ale nie sądzicie, że powinniśmy się póki co trzymać razem ? To co robimy ? - Zadałem pytanie oczekując na odpowiedź i zastanawiając się jak daleko od nas jest wyjście z kanałów. W sumie mój karabin snajperski, mimo, iż profesjonalny na gówno się tu zda. Muszę raczej liczyć w tym miejscu na pistolet, kastet to też raczej ostateczność.

-Um… ta… idźmy razem. Rozdzielimy się, jak już zapoznamy się z terenem-powiedziałam stosunkowo cicho, wpatrując się w czubki swoich butów. W głowie miałam jedno pytanie: Czy ostatecznie, powinnam się cieszyć z tego, że żyję, czy w tym momencie jest to przekleństwem? Niemal niezauważanie potrząsnęłam głową, zupełnie jakbym chciała wyzbyć się tego pytania. Odrzucić je jak najdalej. Omiotłam wzrokiem moich nowych towarzyszy. Z tego, co mi wiadomo, oni też byli… martwi…
Przełknęłam ślinę, siląc się, na zachowanie spokoju. Po tym wszystkim, nie mogłam już zaufać ludziom. N i e c h c i a ł a m zaufać ludziom. Nie chciałam zaufać komukolwiek. Próbowałam zachować niewzruszony wyraz twarzy. Jakbym była bez emocji. Znów przyjrzałam się moim towarzyszom. Tym razem baczniej. Mężczyzna, który odezwał się jako pierwszy, wyglądał, na osobę aż nazbyt obytą z walką. Był wysoki, i dobrze zbudowany. Przerażający… Następnie przeniosłam wzrok, na brązowowłosą dziewczynę. Mimo, iż była naszą sojuszniczką, wyglądała obco. Niczym wróg. Jej malinowe, przeszywające na wylot oczy, wydały mi się w tym momencie jej najsilniejszą bronią. Tym razem, zwróciłam wzrok, ku jednemu z tuneli, prowadzących do wyjścia. Czekałam, aż dziewczyna coś powie. Mimo mojej odpowiedzi, było mi obojętne, czy pójdę sama, czy z nimi. I choć w grupie bylibyśmy silniejsi, w tym momencie jakoś nie miało to dla mnie większego znaczenia.

-Dobrze zatem, możemy iść razem. - Powiedziałem patrząc z pode łba na towarzyszkę. - Postaraj się patrzeć przed siebie, inaczej zginiesz. Nasi wrogowie tylko wyczekują na moment naszej słabości. Pamiętaj zawsze o tym, w jaki sposób zabijasz najskuteczniej i korzystaj z tej metody. - Powiedziawszy to przeładowałem pistolet i zabezpieczyłem by na razie nie strzelał. Na lewą rękę nałożyłem kastet. - Zapytajmy jeszcze kolejną towarzyszkę co zamierza. Chcesz iść z nami czy działasz na własną rękę ? Nie znam Cię, ale gdybyś poszła z nami, będzie mniejsze prawdopodobieństwo, ze znowu wyzdychamy.

Już mu podpadłam. No super. Trzeba mieć talent. Podniosłam na niego wzrok, nic nie mówiąc. Nie miałam ochoty na rozmowę.
W momencie, w którym mężczyzna spojrzał na brązowowłosą, ja także zwróciłam ku niej wzrok. W dalszym ciągu mnie przerażała, choć nie tak bardzo, jak przedtem. Wpatrywałam się w nią, korzystając z okazji, że spogląda akurat w inną stronę. Po chwili jednak, znów przerzuciłam wzrok na naszego tymczasowego lidera.
Wykorzystując moment, w którym mężczyzna jest bardziej skupiony na szatynce, niż na mnie, zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób mógł zginąć ktoś taki…
Gdy w końcu powróciłam do rzeczywistości, prawie się wzdrygnęłam, jednak ostatkiem sił, powstrzymałam się, starając się wyhamować swoje reakcje do tego stopnia, żeby nie były widoczne dla moich towarzyszy. Nie namyślając się zbytnio, wróciłam do wpatrywania się w dziewczynę, która w dalszym ciągu milczała.

  • Nie wpatruj się we mnie tylko przed siebie. Jeśli, jak sama twierdzisz, Twoja specjalność to walka na dystans, skup się na tym, a nie na mnie. Doczekamy się w końcu Twojej odpowiedzi koleżanko - zwróciłem się do towarzyszki, która jak mi się zdaje nie zamierza się wypowiedzieć w kwestii tego gdzie mamy zmierzać.

Co on sobie myśli , że jest jakimś liderem?! Chyba kpi , że będę się go słuchać grrr. Wszyscy preferujemy walki dystansowe facet ma limit amunicji i snajperke , a dziewczyna pewnie rzuca tymi całymi kunaiami czy jak się to zwie. Pójdę z nimi zobaczę jak walczą i poczekam , aż wytracą amunicje.Ej oni coś do mnie mówią błahahha. Dziewczyna wybuchła psychopatycznym śmiechem. Widać było , że jest podekscytowana i radosna z powodu całej zaistniałej sytuacji.
-Ore ore wybaczcie zamyśliłam się! Myślę , że najlepiej jest pójść razem mamy większe szanse na przeżycie w grupie. Skoro idziemy w grupie to może się przedstawimy? Jestem Kira miło mi. Powiedziała szeroko uśmiechnięta.

-KE36 - powiedziałem bez cienia uśmiechu z największym chłodem i niechęcią patrząc na Kire, o ile rzeczywiście tak się nazywa. Jestem osobą, której ludzie można powiedzieć zaszli za skórę. Nie lubię ich. Jak widzę ten uśmiech to mi się na wymioty zbiera. Przeładowałem karabin snajperski, nie odbezpieczyłem go. Zrobiłem to, ponieważ chcę by i on oprócz pistoletu był gotowy do strzału. - Idziemy czy będziemy stać i uśmiechać się do siebie ? I jeszcze jedno, nie zamyślaj się następnym razem, kiedy jakiś potwór będzie chciał Cię zabić, może okazać się to niewskazane.

Ho ho ho jaki oschły wać pan. Widać , że człek po przejściach i chce się rządzić ne ne ne ja mam ten idealny plan.
-Ale w razie czego to mnie obronisz prawda. Mówiąc to przykleiłam się do “mięśniaka” i się czule uśmiechnęłam. Ale ja świetna aktorka ahh.
-Wiesz co przypominasz mi wiedźmina…

Kapsuła, która wciąż jeszcze była na swoim miejscu zajaśniała białym światłem a jej drzwi zamknęły się. Przez chwilę nie było nic za nimi widać, jednak po paru minutach światło osłabło a w środku pojawiły się dwie nowe osoby.
Drzwi się otworzyły, osoby wysłuchały odprawy takiej samej, jak ta za pierwszym razem oraz otrzymały identyczny ekwipunek co wcześniej.
Kapsuła chroniąca zminimalizowała się do rozmiarów niewielkiej kostki, teraz już bezużytecznej. Teraz drużyna składała się z pięciu osób.

Do gry dołączają Biały Kruk i Wildcard.

  • Ara ara… - rozległ się cichy, lecz wyraźny głos - Mieliśmy się pojawić jako druga grupa, a tu widzę że nawet pierwsza się jeszcze nie ruszyła? Well, looking at them, no wonder… - zielonowłosa kobieta zaśmiała się, po czym podeszła do reszty. Usłyszeć można było kliknięcie, a ostrza na jej prawej ręce zwolniły się na chwilę, obracając. Położyła palec na sztylecie i lekko pchnęła, cofając je do pozycji początkowej… A następnie zbliżyła się do Kiry. I podbiła jej sztylet do góry za pomocą lewego ostrza.
  • I see there is one more of our kind here… Dobrze, dobrze, nie ma to jak stać twarzą w twarz z przeciwnikiem, prawda?
    Złapała sztylet prawą dłonią i podała dziewczynie, oddalając się od niej. Następnie podeszła do wejścia do tunelu.
  • Idziemy, czy rozbijamy namioty i nocujemy? - zwróciła się do wszystkich, po czym przylgnęła do jednej ze ścian tunelu, obserwując zarówno wnętrze jak i własną “drużynę”. Geez, czemu musieli ją wysłać do kogoś takiego?

Sama sie obronisz. Ty mi przyponinasz za to manipulantke. Jesli nie Jestes w stanie sie sama bronic to Jestes raczej mi zbedna, kazdy gra na wlasna reke. Idziemy czy bedziesz dalej strzelala te falszywe usmiechy ?

  • Mr. Sniper, are you ready? - Zapytałam się, bo czułam się ignorowana. Nie lubiłam takiego uczucia. Niby gada o wyruszaniu, a jednak wcale się nie wybierał do tunelu… perfect, just as always…

Zielonowlosa, ja jestem gotowy do drogi, ta tu nas spowalnia swoimi falszymi uprzejmosciami.

Idziemy

Spojrzał na stare cegły, zamyślając się przypomniał sobie zabawy z dzieciństwa. Podróżując pociągiem, patrzył na ceglane ruiny zagadkowo się pytając, “co to kiedyś było”. Spojrzał ułamkiem sekundy na swych towarzyszy. Sprawdził swój ekwipunek, szybko bez zbędnych słów, czy dźwięków. Wziął obrzyna do ręki i uśmiechnął się na widok naboi. Ruszył przed siebie wybierając tunel naprzeciwko.
-Naprzód marsz… -Powiedział zmęczonym głosem z nutką radości. Może się uśmiechał otulony bandażami oraz płaszczem?

-Teraz jeszcze jedna kwestia - odrzekłem. - Idziemy w dwóch grupach czy wszyscy razem ? W 2 grupach możemy zbadać więcej tuneli niż tylko jeden.

Nienawidzę tej zielonowłosej najchętniej bym ją już zastrzeliła hmm a może ją zastrzelę ale trzeba poczekać na moment , a widzę ,że mój macho mnie nie lubi no cóż.
-Lecimy nie ma stania w miejscu! Po czym ruszyła biegiem przed siebie nie czekając na resztę.

Ruszyła pierwsza, jeszcze biegiem, nie wiem czy to przemyślała, może wpaść prosto na jakieś monstrum. Ruszyłem za dziewczyną bez pośpiechu mając cały czas przygotowany pistolet. Oczywiście zdjąłem na razie kastet i schowałem do kieszeni, mógłby trochę przeszkadzać.

Obserwowałam w milczeniu to, co wyprawiała szatynka. Czy to na pewno dobry pomysł, żeby iść razem z nimi…? pomyślałam, a następnie na nich spojrzałam. Kiedy wymieniali się swego rodzaju “uprzejmościami”, w pomieszczeniu znalazły się kolejne dwie osoby, które nie podobały mi się jeszcze bardziej, niż moi “początkowi towarzysze”. Odwróciłam się w ich stronę, aby móc dokładnie się im przyjrzeć. Świetnie! Dołączył do nas mężczyzna, którego ciało byłe spowite bandażami do tego stopnia, że niemal niewykonalnym było, określenie chociażby jego koloru skóry, czy oczu. Przeniosłam wzrok, na kobietę, która pojawiła się wraz z mężczyzną-mumią. W oczy najbardziej rzucały się jej zielone włosy. Kiedy się odezwali, tylko bardziej mnie do siebie zniechęcili. Odwróciłam się, gdy usłyszałam krzyk.
-Lecimy nie ma stania w miejscu!-głos Kiry rozbrzmiał echem w tunelu, do którego wbiegła. Nim zdążyłam zareagować, w jakikolwiek sposób, zorientowałam się, że mężczyzna, który przedstawił się swoim kodem, ruszył za nią, więc bez słowa do nich dobiegłam, zostawiając w tyle dziwną, zielonowłosą kobietę, i człowieka-mumię. Wszyscy tu mieli charakterki. Nie podobało mi się to. Przez to trudniej będzie się z nimi dogadać…

  • Dalej, dalej, zostaw to, come together, here we go… - powiedziałam, szybko wyprzedzając osobę, która przybyła tu ze mną.
  • Arigato, zdrastwujce, kogo dziś zamorduję? - zaśpiewałam, uśmiechając się do niego, po czym znów obróciłam się w kierunku podróży.