Prolog

Głęboki oddech. Jeszcze jeden.

A psik!
Boska moc powinna być odporna na alergie…
Trzeci, najgłębszy wdech dla uspokojenia.
Spojrzałem na połać zieleni rozciągający się przede mną. Działka z tyłu domu od ponad roku stała niezagospodarowana. Po co ojciec ją kupił? Znajdował się tu tylko mały ogródek mojej mamy. Nic więcej. Z tyłu zaszczekał do mnie pies.

  • Spokojnie Demon, skończę i cię wypuszczę – odpowiedziałem mu, na co ten zaczął skakać dookoła swojej budy.
    Głupek.
  • No… Czas się brać do roboty.
    Trenowałem przez cały miesiąc, musi wyjść za pierwszym razem.
    Zamknąłem oczy i wciągnąłem powietrze. Wzniosłem ręce i trzymałem je w pewnej odległości od siebie, jakbym trzymał w nich coś dość dużego. Ciarki przebiegły przez moje ciało. Zdawało mi się, że końcówka każdego mojego palca płonie. Utrzymując w nich moc, opadłem na prawe kolano i uderzyłem rękoma w ziemię. Kilka sekund, w których wygądałem jak idiota, który własnie odprawił jakiś taniec wiosny. Małe trzęsienie. Ogromna połać ziemi uniosła się na cztery metry po czym zaczęła się obracać, przybierając kształ kuli.
    Nie, to bezsens.
    Kula opadła, rozwalając sie na kawałki, obrzucając mnie ziemią i kamieniami. W porę ustawiłem przed sobą barierę., ale ogródek nie miał już tyle szczęścia.
    Oj.
    Westchnąłem.
    Jak ona ma wyglądać.
    Zamknąłem oczy i starałem się skupić moją wyobraźnie.
    Wieża? Nie… Zbyt mainstreamowe. Mówienie mainstreamowe też jest mainstreamowe. To znaczy, zę… Wróć! Nie o tym myślę! Kształt, kształt… A może, niech przypomina akademię? Ale tu nie ma miejsca na dziedziniec… Niech będzie w środku! Zagnę przestrzeń i się zmieści! Nie umiem zaginać przestrzeni… Mo!
    Usiadłem na ziemi.
    Myślże człowieku! Człowieku? Bogu? Demonie… Tak, to najtraf~Wróć! Jak ma wyglądać? Argh! Walę to!

***

Półtora miesiąca temu spotkałem Diabła. Zyskałem moc, która uczyniła mnie chyba najpotężniejszą żywą istotą na ziemi. A przynajmniej najpotężnijszą ludzką istotą. W zamian za to, zaprzedałem duszę… Chyba. Postaram się zrobić coś, aby nie dać sie mu tak łatwo. Ale to później.
Przez ostatni miesiąc rozsyłałem fale energii magicznej na cały świat. Każda fala miała wgrane jedno zadanie – znaleźć nosiciela i się w nim zagnieździć, tym samym tworząc w nim odnawialne żródło mocy, z którego mógł czerpać.

***

Och… Jakiż ja jestem chojny…
Wstałem, wziąłem głęboki wdech i znów wykonałem taniec wiosny.
Ziemia zadrżała.
Że też straż tego nie rejestruje…
Strzelista wieża wydobyła się z gruntu i poszybowała w górę, na wysokość trzeciego piętra.
Machnąłem ręką, a jej podstawa opadła , pozostawiając sam, jedno piętrowy czubek w powietrzu. Znów przekierowałem moc ku ziemi, by po obu stronach, licząc od wierzy, w odległości około dziesięciu metrów wyrosły łukowate kolce, które zbliżyły się do wiszącej w powietrzu budowli. Skumulowałem moc i przeniosłem je na krańce kamiennych filarów. Powinny utrzymać latający obiekt.
Eto… Co teraz?
Usłyszałem dźwięk syren z najbliższego posterunku straży pożarnej.
Szybcy nie są, ale pomysł dobry, trochę obrony.
Taniec wiosny.
Wokół całej łąki wyrosły kamienne, trzy metrowe, czarne mury, odgradzając mnie od reszty świata – poza niebem – i zostawiając z łukowatą budowlą.
Teraz budynek główny…
Napełniłem grunt nową dawką mocy, zmuszając go, aby utworzył wielki sześcienny blok, unoszący się dwa metry nad ziemią, używający kamiennych kolców, jako podpór. Ogólnie miał tylko parter i jedno piętro, ale wielkością dorównywał przeciętnej szkole. Skupiłem się i zacząłem drążyć w nim korytarze i pokoje. Trwało to długo. Wystarczająco, aby policja i straż znalazły się pod moim domem. Syreny nieco mnie dekoncentrowały, ale dawałem radę.
Wiedziałem, że obserwują dziwne zjawisko, nie mając pojęcia co się dzieje.
Skończyłem drążyć pomieszczenia, a nadwyżki ziemi użyłem, do stworzenia drugiego piętra, o okrągłym kształcie. Nad nim nadal unosił się kawałek wierzy. Starałem się zrobić wszystko, aby nie dotykał on niczego poza powietrzem. Krzyki niedowierzania dosięgły mnie spoza muru. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Kto nie lubi być doceniany?

  • Jeszcze chwila! – krzyknąłem z rozbawieniem, po czym zacząłem tworzyć wiązania między ziemią, utwardzając całą budowle. Oczyściłem i rozgrzałem piach, tworząc z niego szkło.
    Cholera, zapomniałem.
    Zamknąłem oczy i skupiłem się. Krzyki dobiegły mnie na moment wcześniej. Po sekundzie dostrzegłem nadlatujące drzewo. Rozerwałem je w powietrzu i użyłem do stworzenia ram w oknach. Po chwili namysłu sprowadziłem jeszcze kilka drzew i odłożyłem je obok wewnętrznej strony muru. Tłum zdawał się rosnąć na sile. W oddali widziałem nadlatujący helikopter.
    Media! Tak, przydadzą się!
    Z uśmiechem na ustach zacząłem drążyć piwnice i lochy. Po minucie dałem sobie spokój, pozostawiając pod ziemią krótki korytarz i pojedynczy pokój.
  • Później się zrobi.
    Prace wykończeniowe.
    Wydobyłem spod ziemi wielkie kamienie i ułożyłem je na kształt latających schodów. Skumulowałem w nich energię, aby mogły się utrzymywać bez mojej ingerencji. Wszedłem na pierwszy stopień i ze śmiechem wbiegłem przez framugę.
  • O! Drzwi!
    Zostawiłem trzask łamanego drzewa za moimi plecami, po czym skierowałem się na drugie piętro. Usiadłem na środku korytarza i skupiłem się na tworzeniu krzeseł i ławek. Kawałki drewna wlatywały przez otwarte okna, ustawiając się na swoich miejscach, tworząc… Miejsca dla uczniów. Wyciosałem parę ozdobnych run i wyskoczyłem przez okno. Utrzymując powietrze pod sobą, lekko opadłem na ziemię.
    Zapomniałbym!
    Ostatni raz skupiłem moc w ziemi, spijając ją ze sobą. Utworzyłem kamienną podłogę wokół akademi. Postarałem się, aby wychodziła również nieco poza mury.
  • No! To koniec!
    Uniosłem cały budynek nieco wyżej, dorobiłem dodatkowe schody i przesłałem moc do czubka latającej wierzy. Cała akcja trwała jakąś godzinę, ale opłacało się. Zakrzywiłem światło wokół siebie i zmieniłem zwrot oraz siłę otaczającego mnie powietrza, dzięki czemu niezauważenie przedostałem się na czubek akademi. Władowałem jeszcze raz ogromną część mocy do latającej wieżyczki i stworzyłem barierę, mającą być jedyną obroną akademii. Z uśmiechem na ustach obserwowałem przez chwilę ludzi, zebranych przed murem, którzy z niedowierzającymi wyrazami twarzy i ze strachem obserwowali coś, co zdawało się niemożliwe. Mury zaczęły pękać i powoli się rozsypywały. Opadający gruz zbierałem i ściskałem ze sobą, tworząc zwartą masę kamiennych cegieł, które z kolei ustawiły się na kształt fontann. Z każdej po chwili wyprysnęła woda.
    Przestałem bawić się światłem, a gdy tylko reporterka w helikopterze zauważyła to i skierowała na mnie kamerę krzyknąłem.
  • Witajcie na otwarciu Pierwszej Akademii Magii!