Tokyo Ghoul:re (Tokyo Kushu:re)


#1

Sezon Wiosna 2018

Opis

Minęły dwa lata od ataku CCG (Commission of Counter Ghouls, tłum. Komisja Zwalczająca Ghoule – przypis autorki) na kawiarnię Anteiku. Mimo iż atmosfera w Tokyo drastycznie zmieniła się za sprawą zwiększonego wpływu CCG, ghoule nadal stanowią zagrożenie i coraz odważniej wychodzą z cienia. W szczególności problematyczna staje się założona przez nich organizacja terrorystyczna o nazwie Drzewo Aogiri, która uznaje CCG za coraz większe zagrożenie. Powołanie specjalnego zespołu zwanego Quinx może stać się siłą, która pozwoli CCG zwalczyć niechcianych mieszkańców Tokyo. Oddział ten złożony jest z ludzi, którzy przeszli specjalną operację dającą im możliwość korzystania z mocy ghouli. Dzięki temu mają możliwość brania udziału w misjach mających na celu wyeliminowanie tych niebezpiecznych kreatur. Lider tej grupy, Haise Sasaki, jest pół ghoulem, pół-człowiekiem szkolonym przez sławnego inspektora klasy specjalnej, Kishou Arima. Ten młody człowiek skrywa jednakże więcej niż widać na pierwszy rzut oka, jak chociażby nieznane wspomnienia które pojawiają się w jego myślach i powoli ukazują mu jaką osobą był w przeszłości.

Trailer:

Wasza ocena:

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

0 głosujących


#2

Ciężko mi cokolwiek napisać, szczerze to nawet nie wiem czy chcę czekać na kontynuację. Dlaczego?

Anime na podstawie mangi ogląda się po to, żeby zobaczyć zanimowaną, pokolorowaną mangę z muzyką. Ale to co daje nam Pierrot w przypadku Tokyo Ghoul (nie tylko tutaj, ale także Tokyo Ghoul i Tokyo Ghoul:re) to po prostu jakiś żart.

Z jakiej strony by nie patrzeć, ciężko ukryć, że w Tokyo Ghoul jest sporo akcji. Sporo akcja wyśmienicie ukazanej w mandze. Dlaczego więc w anime to wygląda gorzej niż w mandze? Przecież jest zanimowane, widać ruch. No właśnie nie bardzo. Sceny walk to często statyczne sceny, a jak jeszcze wrzucą do tego ruch postaci polegający na ruchu tła, a nie samej postaci, no to nie da się na to patrzeć.

Po raz kolejny liczyłem, że Pierrot w końcu mnie nie zawiedzie. Następnym razem nie będę na nich liczył, bo nie potrafią zrobić porządnych scen akcji. Bez tego Tokyo Ghoul wiele traci. Przepraszam, ale po prostu to tak mnie odrzucało, że chciało mi się śmiać.

To tyle, polecam mangę, niedawno się skończyła. :)